poniedziałek, 10 czerwca 2013

troublemaker

Witam, sama nie wiem od czego mam zacząć. Nie było mnie tu dosyć długo bo najzwyczajniej w świecie albo nie mam czasu nic napisać albo prostu mi się nie chce. Jak jest ciepło to już w ogóle, wolę gdzieś wyjść ze znajomymi a nie siedzieć z laptopem w 4 ścianach. Na serio nie wiem, o czym mam najpierw napisać trochę się tego uzbierało, a nie chce zaprzestać prowadzenia bloga bo potem bd się to fajnie wspominało. 

Siedzę sobie teraz w kawiarni w Stanmore czekam, bo muszę odebrać małego z przedszkola. Nie chce mi się wracać do domu na godzinę, bo z dojazdami tyle czasu mi zostanie żeby posadzić na sofie 4 litery to spakowałam laptopa i zabrałam małego i jestem. Szacun dla wszystkich operek które muszą wstawac codziennie rano i odprowadzać 'swoje' dzieci do szkoły. Ja bym chyba nie dała rady. Zazwyczaj wstaję o 11 więc pobudka o 7 rano mnie po prostu zabija i bez kawy się nie obejdzie bo najprawdopodobniej zasnęłabym w autobusie i przespała wszystkie przystanki. 

Maj i czerwiec to taki czas gdzie większość operek wyjeżdza do domu lub zmienia rodzinki. Zazwyczaj au-pair zostaje z rodziną na rok. I większość moich koleżanek wyjechała do swoich krajów. Ja zostaję z nimi do końca roku a potem bd szukała jakiejś innej pracy i pokoju do wynajęcia i z czasem pomślę o jakiejś szkole. Apropo szkoły zdałam egzamin z angielskiego pisemny jaki ustny nie wiem jeszcze jak to było z punktacją, ale certyfikat mam już prawie w kieszeni. Zostały mi jeszcze jakieś 4 lekcje i to by było na tyle jeśli chodzi o mój kurs. A wracając do  innych operek tutaj. Znalazłam moją własną 'soulmate' Sari. Mamy bardzo dużo w spólnego, mamy podobne podejście do życia i poglądy na przyszłość. Lubimy te same piosenki, filmy i zawsze miło spędzamy czas. Z nią nie ma opcji żeby się nudzić. Jakiś czas temu byłyśmy razem w kinie zobaczyć ' Hungover Part III'. Dupy nie urywa ogólnie nie polecam, lepiej poczekać aż bd można obejrzeć na kinomaniaku czy na innym portalu. Teraz w sobotę wybieramy się na 'World War' z Brade Pittem. Hmm co do innych znajomych, Veronika która poznałam w Parents Paradise, przeprowadziła się do Bushey z Host rodzinką jakieś 2 tygodnie temu,ale ja nie miałam nawet czasu się z nią spotkać. W sobotę widziałam się z Kasią w Regent Parku a w niedzielę pracowałam. Wzięłam małego do Watford napisałam do Maji, i razem biegałyśmy za Zakiem po Disney Store a potem w Lego Shop-ie ;) A i zapomniałabym o najwazniejszym w czwartek 6 czerwca równo w rok od mojego przyjazdu tutaj odebrałam Ole i Pawła z Lotnisko na Heathrow. Bardzo fajnie byłą ją zobaczyć po pół rocznej przerwie. Mam nadzieję że tym razem uda im się tutaj coś znaleźć i zostać w Londynie. 

Hmm wracając do ostatniego weekendu, w piątek umówiłam się z Sari, Sonją i Laurą na takie babskie spotkanie w naszej stałej miejscówce w  Watford. I wszystko było super, na chwilę mieli wpaść D z J. Ale jak się okazało zostali z nami do końca i potem to już była istna Moda na Sukces. Jednym słowem masakra. Nie będę się wdawała w szczegóły, ale był i płacz i kłótnie i ogólnie jednym słowem wszystko. Mimo wszystko bawiłam się nawet dobrze, i w sumie byłam zdziwiona, że wszędzie mogłąm wejść na mój stary dowód i nikt o nic nie pytał a mimo wszystko i tak dostałam ksywkę 'troublemaker' od D. Chciałabym wyrzucić z siebie to co mnie gryzie ale za dużo ludzi tu zagląda i za dużo rzecz by o nie wiedzieli. Także co nieco zachowam dla siebie ;)

Nie mam zdjęć bo mi się nie chcę zabierać ze mną nigdzie aparatu, a nowy telefon kupuję już ho ho i jeszcze trochę. Ogólnie kasa mi sie ostatnio strasznie rozchodzi, nawet nie wiem na co. Nie kupuje nic konkretnego i po pieniądzach. Zawsze staram się kupować rzezy raczej na promocjach bo na prawdę można wyhaczyć na prawdę super rzeczy po 2-3 Ł tylko trzeba mieć i szczęście i czas. Mi ostatnio brakuje obu z nich. A wracając do kasy to strasznie dużo ładuje w Oysterke to tu to tam to do Londyny, do szkoły, to gdzieś wyjść. W piątek musiałam zapłącić aż 17 Ł za taksówkę do domu, gościu jechał chyba najdłuższą trasą jaką tylko mógł. I mam kasa w plecy, ale albo zabawa i znajomi albo kasa. Ja jestem za tym pierwszym. Nie kolekcjonuję rzeczy, wolę kolekcjonować wspomnienia. Ale pamiętam jak jechałam tutaj z nastawieniem, że kasa, ze bd oszczędzać ale Londyn to drogie miejsce, a żeby rzeczywiście oszczędzić to najlepiej by było po prostu siedzieć w domu ;)

Mieliśmy tu świetną pogodę w ostatnim tygodniu ale nagle coś się zepsuło i mamy tylko 12 stopni i chmury, wieje wiatr, jest zimno ponuro i nic mi się nie chcę. Może wieczorem zrobię takie małe podsumowanie mojego roku w Londynie bo przydałoby się coś o tym skrobnąć. 

A i zapomniałabym, ufarbowałam włosy na jakiś jasny brąz, ale jak zwykle wyszedł za ciemny. Bo znudziło mi się już to całe ombre i w ogóle przestało mi się podobać. 

No to jak na razie by było na tyle, zaraz bd musiała lecieć odebrać małego z przedszkola. 
Do następnego razu !


Kissesssss XXX

P.S ostatnio moja nowa miłość

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz