![]() |
| :D |
poniedziałek, 26 listopada 2012
winter wonderland
Nie mam coś weny do pisania, ale jeśli ktoś jest w Londynie a nie był tam jeszcze to naprawdę polecam się wybrać. Po pierwsze atmosfera świąt udziela się gdy tylko postawisz nogę w Hyde Parku. Zapachy świąteczne, wszędzie choinki, lampki. Są też różne bary, można zjeść coś ciepłego. No i oczywiście genialny park rozrywki. Wybrałam się z Mają na takie wielkie białe coś co rzuca cię na wszystkie strony, jak spadasz w dół masz wrażenie, że przypieprzysz głową o ziemie. Mega. Adrenalina 300%. Powbijałam sobie paznokcie w wewnętrzną stronę dłoni. Dobrze, że butów nie zgubiła. Naprawdę, świetna frajda no i nie zapomniane widoki, widzisz cały Londyn o ile ze strachu nie zamkniesz oczu. Darłam się jak debil, i 'trochę' przeklinałam po polsku. Bo po angielsku to nie sztuka. Zarzucam fotki.
rehab
A więc w sobotę wieczorem wybrałam się z Sari do Watford. Lało jak nie wiem, ale jakoś udało mi się tam dotrzeć. Poszłyśmy do Pizza Expres coś wszamać. Bardzo miło nam się rozmawiało. Sari jest świetna, bardzo ją lubię. Chyba wszyscy w Finlandii są tacy, bo dziewczyny które poznałam wcześniej również były bardzo miłe. Później wyskoczyłyśmy do Yates i potem trochę się pobujać w Rehab. Zawsze wbijam tam gdzie wstęp jest free bo szkoda kasy. Po dłuższym okresie obserwacji ludzi w klubach doszłam do wniosku, że większość dziewczyn wygląda tutaj tak samo. Te same sukienki, buty, fryzury. W sumie chłopaki tak samo. A ostatnio zauważyłam zupełnie innego, bardzo się wyróżniał. Nie żebym była przeciwko, ale był homoseksualistą. Upatrzył sobie takiego jednego gościa w rurkach i w koszulce z dekoltem po pępek. I tak się do niego czaił, tu oczko puścił, tu uśmieszek no myślałam że pęknę, bo facet nie był nim zainteresowany i strasznie się peszył. Potem znowu jakaś dziewczyna, tak tańczyła że myślałam że mi zęby rękami wybije. Masakra upłakałam się ze śmiechu. Ludzie są po prostu mega pozytywnie porypani. Po jakichś 2 godzinach tańców dałam za wygraną, bo moje stopy wołały o pomstę do nieba, to się zlitowałam i tańczyłam bez butów. To dopiero można było nazwać zabawą. Zarzucam kilka linków z najlepszą muzyką do tańca :Labrinth- Earthquake ft Tine Tempah, B.o.B - Magic - stare ale nogi samę rwą się do tańca i teraz 'the best song ever' -Swedish House Mafia- Don't you worry child :)
Ogólnie super zabawa jak zawsze ze świetnymi ludźmi. Następna notka o Winter Wonderland :)
Ogólnie super zabawa jak zawsze ze świetnymi ludźmi. Następna notka o Winter Wonderland :)
sobota, 24 listopada 2012
lazy saturday
Ta pogoda mnie dobija, pada i pada. Szaro, buro i zimno. I totalnie nic mi się nie chcę. Siedzę na necie i oglądam Świat według Kiepskich. Na wieczór zgadałam się z Sari, że pójdziemy gdzieś do Watford, najpierw coś zjeść, a potem może potańczyć albo cuś. Ale jak patrze przez okno to odechciewa mi się wszystkiego. Ogarnęłam trochę mój pokój, jeszcze tylko muszę umyć talerze i kubki. Ale kto mnie do tego zmusi. I pewnie tak bd siedziała do wieczora, w piżamie z nosem w komputerze. Albo na zmianę, w telewizorze. A mam książkę, do przeczytania. Ale to nie dzisiaj.
W związku z tym, że pogoda jak pod psem burkiem i na poprawę się nie zapowiada, najprawdopodobniej nasza wycieczka do Londynu i Winter Wonderland będą odwołane. Bo komu się będzie chciało łazić po deszczu, no mi na pewno nie. Może uda mi się namówić dziewczyny, żeby pojechać gdzieś do jakiegoś centrum handlowego i się poszlajać. A jak nie, to sama się wybiorę. Jutro Ola ląduję w UK. No w końcu Polacy. Jakoś srednio tutaj mam kontakt z polakami, ale może to i lepiej bo mój angielski na tym korzysta. Ale Ola była pierwszą Au Pair jaką tu poznałam i naprawdę bardzo ją polubiłam. Dlatego nie mogę się doczekać, kiedy się z nią spotkam. ;)
Chada ft. Hukos, Sitek, B.R.O - Dranie tak mają tak na koniec :)
W związku z tym, że pogoda jak pod psem burkiem i na poprawę się nie zapowiada, najprawdopodobniej nasza wycieczka do Londynu i Winter Wonderland będą odwołane. Bo komu się będzie chciało łazić po deszczu, no mi na pewno nie. Może uda mi się namówić dziewczyny, żeby pojechać gdzieś do jakiegoś centrum handlowego i się poszlajać. A jak nie, to sama się wybiorę. Jutro Ola ląduję w UK. No w końcu Polacy. Jakoś srednio tutaj mam kontakt z polakami, ale może to i lepiej bo mój angielski na tym korzysta. Ale Ola była pierwszą Au Pair jaką tu poznałam i naprawdę bardzo ją polubiłam. Dlatego nie mogę się doczekać, kiedy się z nią spotkam. ;)
![]() | |||
| Nie mam nowych, to wrzucam starocie Ja i Iina. |
Chada ft. Hukos, Sitek, B.R.O - Dranie tak mają tak na koniec :)
środa, 21 listopada 2012
rihanna
Hi :) Jakieś 10 min po tym jak opublikowałam ostatniego posta wrócili moi hości, i jak się okazało byli na koncercie Rihanny O.o Moja Hm przywiozła mi koszulkę i plakat z logiem jej trasy koncertowej. Niesamowita babka;) A Hd oczywiście pamiętał, że nie dosłyszę i jak wychodziłam do siebie to prawie krzyknął 'Goodnight Karla'. We wtorek byłam z małym w softplay. Po powrocie mały nie chciał zasnąć, jak w końcu mu się udało to ja padłam chwilę po nim. Potem pojechaliśmy zobaczyć nową restauracje moje hosta. Wszystko wygląda niesamowicie, wszystko perfekcyjnie zaplanowane. Jak bd skończona to zrobię kilka zdjęć to je tu zarzucę. Potem po kolacji, kiedy sprzątałam ze stołu zeszliśmy jakoś na temat, że Polacy to nie bardzo się lubią z ruskimi. W rozmowie uczestniczył również tata, mojej Hm. I zapytał dlaczego. No to powiedziałam tak jak umiałam, że to na tle historycznym, że chodziło o Katyń i żołnierzy. Przyznał mi racje i powiedział, że to trochę przez nich bo nam nie pomogli. To moja Hm w śmiech i powiedziała mu, nie mów jej takich rzeczy bo i nas nie bd lubiła. Tu wtrącił się mój Hd i powiedział, że on jest dobry i jest z Izraela i do tego jest jeszcze w tym wszystkim ofiarą. Wszyscy się śmialiśmy a najbardziej to chyba jak zwykle ja. I na koniec tata mojej Hm powiedział, że ich i tak nikt nie lubi. Haha po prostu 'przeagenty'.
Jak już się mogłam domyśleć z soboty nici , Maja ma babysitting. A ja tak chciałam wybyć gdzieś na cały dzień i wieczór, i teraz nie mam pomysłu co tu robić. Już za 4 dni Ola będzie w Londynie i to w sumie nie tak daleko ode mnie. Już się nie mogę doczekać.
Dziś byłam w coleggu, i myślałam że umrę z nudów, nigdy nie widziałam tak flegmatycznej nauczycielki która sama nie wie o czym w ogóle do nas mówi. jednym słowem masakra. Jakoś nie zrozumiałam się z hostką, że ma mnie odebrać i potem mamy pojechać po Zaca. No to poszłam pod przedszkole i po drodze słyszę jak ktoś za mną trąbi, no myślę sobie no zboczeniec. Kurde jak nic zboczeniec. To lekko przyśpieszyłam. Auta nadal trąbi, podjechało bliżej. Patrze a to moja Hm. Zawał na miejscu. Reszta dni minęła mi leniwie bo mały spał dosyć długo. I muszę stwierdzić, ze nic nie robienie strasznie męczy:) I do tego jeszcze, totalnie kijowa pogoda. Deszcz i zimno jak nie wiem.
| Rzut okiem na mój domek z domu hostów ;) |
wtorek, 20 listopada 2012
plans
Ja to chyba powinnam zmienić tryb życia na nocny. W ciągu dnia kompletnie nic, ale to nic mi się nie chce. A dziś to już kompletnie. Z racji tego, że wczoraj pracowałam i dziś wieczorem mam babysitting to dostałam offa w ciągu dnia. Budzę się rano, a tu 12. Matko jak nigdy, to chyba mój rekord. Ale jak śpię zbyt długo to potem jestem jeszcze bardziej zmęczona i senna. Resztę dnia spędziłam oglądając głupie filmiki w internecie i kabarety. Plus wkurzało mnie ucho, bo się głupie zatykało i jak potem rozmawiałam z moją HM to musiałam trzymać głowę bokiem żeby słyszeć co do mnie mówi, a że mój HD podłapał newsa że jestem z lekka głucha, to się trochę nabijał. Na przykład gdy moja HM mówiła mi jak coś tam przygotować dla Zaca on mi to powtarzał tyle że bardzo głośno. Haha, uwielbiam tych ludzi. Mega pozytywni i z wielkim poczuciem humoru.
Jako, że piątek mam pracujący to dostałam wolny wieczór w sobotę. A że jakoś ostatnio nie jestem za bardzo w nastroju na łażenie po klubach mam w planach wypad na cały dzień do Londynu. A wieczorem chciałabym pójść do Winter Wonderland-u w Hyde Parku. I tam zaszaleć na łyżwach albo po prostu połazić po świątecznych kiermaszach. Mam tylko nadzieje, że dziewczyny też będą wtedy wolne, bo co to za atrakcja iść tam samej. Chociaż nie powiem, czasami lubię być sama. Słuchawki w uszy i iść tam gdzie mnie nogi poniosą. No ale nie teraz, nie w sobotę. Jak nie wypali, to w ostateczności pójdę gdzieś z Anett do Watfford. Ale to jest opcja ratunkowa. I mam nadzieję, że z niej nie skorzystam.
Hmm, co więcej? A no tak. Wkurzają mnie moje włosy. Już nie mam pomysłu co z nimi zrobić. A już najbardziej to mnie denerwuje moja grzywka. Nie ma sposobu, żeby ją normalnie ułożyć. Jeśli już mi się uda to przez czysty przypadek i do tego tylko na chwile. Bo po wyjściu z domu, szczególnie kiedy pada lub jest wilgotno, moje włosy że tak się wyrażę robią co chcą i wyglądam jakbym się owego dnia w lustrze nie widziała. A dodatkowo, na zdjęciach wyglądam jak bym była nawiedzona. Jedno zdjęcie na kilkanaście można uznać za w miarę możliwe i nadające się do publikacji. A jak jestem, z kimś na zdjęciu to już kompletny odjazd. Ale można z tym żyć, to nie jest choroba.
Święta tuż, tuż i zapowiadany koniec świata za miesiąc O.o. No ciekawe jak to będzie. Swoją drogą jakieś dwa lata temu, miałam ostrą jazdę na ten temat. Czytałam w necie wszystko jak leci, nakręcałam się. Czasem nawet płakałam. Przerażała mnie wizja śmierci. Wiem, że każdy kiedyś umrze. To nieodłączny element naszego życia. No ale nie teraz. Ja mam plany, marzenia. Chcę zobaczyć kawałek świata, pójść na studia, do pracy. Prześladowały mnie jakieś chore sny, apokalipsy, lawy i inne tego typu chore rzeczy. Potem jakoś przerzuciłam się na coś innego i zapomniałam o tym. A teraz 21 grudnia coraz bliżej. I w sumie teraz brzydko mówiąc mam na to konkretnie wyje@#!. Co ma być to będzie. Będzie koniec, no to będzie nie, nie będzie to nie będzie i wszyscy będziemy paprać się dalej w tym syfie. Aż do kolejnych zapowiedzi 'końca świata' przez cudownych proroków, zatrzęsiemy gaciami dzień przed, będziemy żałować za grzechy i tak w kółko. Kurczę trochę się rozpędziłam z tymi moimi filozoficznymi przemyśleniami. Moich hostów ciągle nie ma, Zac śpi, a ja siedzę w salonie i oglądam The Bing Bang Theory.
BAZINGA !!
Jako, że piątek mam pracujący to dostałam wolny wieczór w sobotę. A że jakoś ostatnio nie jestem za bardzo w nastroju na łażenie po klubach mam w planach wypad na cały dzień do Londynu. A wieczorem chciałabym pójść do Winter Wonderland-u w Hyde Parku. I tam zaszaleć na łyżwach albo po prostu połazić po świątecznych kiermaszach. Mam tylko nadzieje, że dziewczyny też będą wtedy wolne, bo co to za atrakcja iść tam samej. Chociaż nie powiem, czasami lubię być sama. Słuchawki w uszy i iść tam gdzie mnie nogi poniosą. No ale nie teraz, nie w sobotę. Jak nie wypali, to w ostateczności pójdę gdzieś z Anett do Watfford. Ale to jest opcja ratunkowa. I mam nadzieję, że z niej nie skorzystam.
Hmm, co więcej? A no tak. Wkurzają mnie moje włosy. Już nie mam pomysłu co z nimi zrobić. A już najbardziej to mnie denerwuje moja grzywka. Nie ma sposobu, żeby ją normalnie ułożyć. Jeśli już mi się uda to przez czysty przypadek i do tego tylko na chwile. Bo po wyjściu z domu, szczególnie kiedy pada lub jest wilgotno, moje włosy że tak się wyrażę robią co chcą i wyglądam jakbym się owego dnia w lustrze nie widziała. A dodatkowo, na zdjęciach wyglądam jak bym była nawiedzona. Jedno zdjęcie na kilkanaście można uznać za w miarę możliwe i nadające się do publikacji. A jak jestem, z kimś na zdjęciu to już kompletny odjazd. Ale można z tym żyć, to nie jest choroba.
Święta tuż, tuż i zapowiadany koniec świata za miesiąc O.o. No ciekawe jak to będzie. Swoją drogą jakieś dwa lata temu, miałam ostrą jazdę na ten temat. Czytałam w necie wszystko jak leci, nakręcałam się. Czasem nawet płakałam. Przerażała mnie wizja śmierci. Wiem, że każdy kiedyś umrze. To nieodłączny element naszego życia. No ale nie teraz. Ja mam plany, marzenia. Chcę zobaczyć kawałek świata, pójść na studia, do pracy. Prześladowały mnie jakieś chore sny, apokalipsy, lawy i inne tego typu chore rzeczy. Potem jakoś przerzuciłam się na coś innego i zapomniałam o tym. A teraz 21 grudnia coraz bliżej. I w sumie teraz brzydko mówiąc mam na to konkretnie wyje@#!. Co ma być to będzie. Będzie koniec, no to będzie nie, nie będzie to nie będzie i wszyscy będziemy paprać się dalej w tym syfie. Aż do kolejnych zapowiedzi 'końca świata' przez cudownych proroków, zatrzęsiemy gaciami dzień przed, będziemy żałować za grzechy i tak w kółko. Kurczę trochę się rozpędziłam z tymi moimi filozoficznymi przemyśleniami. Moich hostów ciągle nie ma, Zac śpi, a ja siedzę w salonie i oglądam The Bing Bang Theory.
BAZINGA !!
poniedziałek, 19 listopada 2012
music
No i po weekendzie. Jak już wspomniałam wcześniej, dzisiaj musiałam zająć się małym. Ale nie narzekam, bo było fajnie. Jako, że pogoda dopisuje ostatnio zabrałam małego nad jezioro i karmiliśmy razem kaczki. Wbrew pozorom super zabawa.
Jako, że jestem muzykocholiczką, zarzucę wam kilka linków.
Gabrielle Aplin - The Power of Love Najpierw usłyszałam ją w angielskim tasiemcu Hollyoaks, którego jestem teraz zagorzałą fanką. I nie mogłam jej nigdzie znaleźć, jak zwykle. A dzisiaj zupełnie przypadkiem, trafiłąm na nową reklamę świąteczną od Johna Lewisa. To chyba pierwsza reklama, na której się popłakałam. Najlepsza, dla mnie mistrzostwo.John Lewis Christmas Advert 2012 - The Journey <3
Kolejna nuta to Kelly Clarkson - Catch My Breath. Usłyszałam rano na Vivie i cały dzień siedziała mi w głowie. Kelly jest fenomenalna i taka prawdziwa w tym co robi.
Teraz mój ulubiony Ed Sheeran - Give Me Love. Głos, słowa i teledysk - MISTRZOSTWO. Czaję się na jego koncert w Londynie, zobaczymy czy się uda. I Adele - Skyfall, tu nie trzeba nic pisać po prostu Adele. Green Day - The forgotten, Ellie Goulding - Bittersweet, Iko- Heart of Stone, Christina Perri - A Thousand Years, Paul McDonald Nikki Reed- All I've ever needed, Reeve Carney- New for you, Passion Pit- WhereI come from, Speak up- POP ETC, Plus que propre vie - Carter Burwell - Zmierzch <3
I na koniec Limo- jak wyrwać świnie - totalne mistrzostwo świata, popałkałam się ze śmiechu :))
A i mam super newsa, ale o tym dopiero za tydzień, żeby nie zapeszyć;))
dobranoc:)
Jako, że jestem muzykocholiczką, zarzucę wam kilka linków.
Gabrielle Aplin - The Power of Love Najpierw usłyszałam ją w angielskim tasiemcu Hollyoaks, którego jestem teraz zagorzałą fanką. I nie mogłam jej nigdzie znaleźć, jak zwykle. A dzisiaj zupełnie przypadkiem, trafiłąm na nową reklamę świąteczną od Johna Lewisa. To chyba pierwsza reklama, na której się popłakałam. Najlepsza, dla mnie mistrzostwo.John Lewis Christmas Advert 2012 - The Journey <3
Kolejna nuta to Kelly Clarkson - Catch My Breath. Usłyszałam rano na Vivie i cały dzień siedziała mi w głowie. Kelly jest fenomenalna i taka prawdziwa w tym co robi.
Teraz mój ulubiony Ed Sheeran - Give Me Love. Głos, słowa i teledysk - MISTRZOSTWO. Czaję się na jego koncert w Londynie, zobaczymy czy się uda. I Adele - Skyfall, tu nie trzeba nic pisać po prostu Adele. Green Day - The forgotten, Ellie Goulding - Bittersweet, Iko- Heart of Stone, Christina Perri - A Thousand Years, Paul McDonald Nikki Reed- All I've ever needed, Reeve Carney- New for you, Passion Pit- WhereI come from, Speak up- POP ETC, Plus que propre vie - Carter Burwell - Zmierzch <3
I na koniec Limo- jak wyrwać świnie - totalne mistrzostwo świata, popałkałam się ze śmiechu :))
A i mam super newsa, ale o tym dopiero za tydzień, żeby nie zapeszyć;))
dobranoc:)
| nie wiem czemu, ale to moje ulubione zdj z Nią <3 |
sobota, 17 listopada 2012
....
Właśnie sobie siedzę z kubkiem gorącej herbaty i mleczną milką i czekam na kolejny odcinek X Factor no i oczywiście na mojego ulubieńca- Jahmen <3. Zac zasnął dziś wyjątkowo szybko dlatego mogę odsapnąć. Jutro pracuję bo moja HM ma jakiś występ w Londynie. Ale dzięki temu w końcu skończyłam robić świąteczne zakupy dla rodzinki. Niestety troszkę przeliczyłam swoje zdolności finansowe i nie mogę kupić tego co zaplanowałam, ale mam nadzieje że wszystko bd się im podobać. Może jeszcze coś kupię, ale wątpię że uda mi się zapakować to do 10 kg bagażu podręcznego O.o
Już jakiś czas temu zauważyłam, że za każdym razem kiedy słucham polskiej muzyki lub coś oglądam potem trudno mi jest się przestawić na angielski. Nie mogę znaleźć takiego słowa, jakiego chcę. Zacinam się, albo po prostu mówię po polsku. A ludzie z którymi rozmawiam, rzucają mi wymowne spojrzenie 'what the fuck?' I ja dopiero po chwili, zaczaję że to było po polsku. No w sumie prawie pół roku tu jestem. Po polsku mówię tylko kiedy rozmawiam z rodziną lub czasami w restauracji i to tyle. A no i często jak pisze z przyjaciółmi to muszę się zastanawiać nad ortografią. Źle ze mną. Święta za pasem, zostało nieco ponad miesiąc. Nie mogę się już doczekać. A najbardziej jestem ciekawa reakcji mojej najmłodszej siostry. Tym bardziej, że oni nie wiedzą kiedy dokładnie przyjadę. Stanę w drzwiach i powiem 'SURPRISE' i oczywiście nagram ich reakcję. Hehe będzie jazda. Mama ciągle się pyta kiedy i kiedy. Ale ja jestem nieugięta. O moich planach wie moja ciocia i pilnie strzeże terminu mojego przylotu. Za co jestem jej bardzo wdzięczna. I'm so cruel :)
Jaram się ścieżką dźwiękową ze Zmierzchu ;)
Już jakiś czas temu zauważyłam, że za każdym razem kiedy słucham polskiej muzyki lub coś oglądam potem trudno mi jest się przestawić na angielski. Nie mogę znaleźć takiego słowa, jakiego chcę. Zacinam się, albo po prostu mówię po polsku. A ludzie z którymi rozmawiam, rzucają mi wymowne spojrzenie 'what the fuck?' I ja dopiero po chwili, zaczaję że to było po polsku. No w sumie prawie pół roku tu jestem. Po polsku mówię tylko kiedy rozmawiam z rodziną lub czasami w restauracji i to tyle. A no i często jak pisze z przyjaciółmi to muszę się zastanawiać nad ortografią. Źle ze mną. Święta za pasem, zostało nieco ponad miesiąc. Nie mogę się już doczekać. A najbardziej jestem ciekawa reakcji mojej najmłodszej siostry. Tym bardziej, że oni nie wiedzą kiedy dokładnie przyjadę. Stanę w drzwiach i powiem 'SURPRISE' i oczywiście nagram ich reakcję. Hehe będzie jazda. Mama ciągle się pyta kiedy i kiedy. Ale ja jestem nieugięta. O moich planach wie moja ciocia i pilnie strzeże terminu mojego przylotu. Za co jestem jej bardzo wdzięczna. I'm so cruel :)
Jaram się ścieżką dźwiękową ze Zmierzchu ;)
epic final
Witam, dopiero co wróciłam z Londynu. Byłam z dziewczynami w kinie na ostatniej części Zmierzchu. I szczerze to spodziewałam się czegoś mocnego. Przeczytałam wszystkie części i widziałam każdą. Dlatego tej nie mogłam przepuścić. Tak epickiego końca się nie spodziewałam i zbierałam szczenę z podłogi jak większość widzów w kinie. Nie bd pisała bo zepsuje komuś dobra zabawę. Powiem tyle, że to najlepsza część i trzyma w napięciu jak dobry film akcji. Także polecam, warty obejrzenia. Oczywiście 'mój mąż' czyt. Edward wyglądał zajebiście. <3 Ogólnie rzecz biorąc trzeba to zobaczyć.
Jutro się wybieram do Watford, muszę skończyć kupowanie świątecznych prezentów dla rodziny i w końcu je wysłać do Polski, bo nie wiem jak długo idzie stąd paczka, a chciałabym żeby raczej tam była przede mną. Branoc ;)
Jutro się wybieram do Watford, muszę skończyć kupowanie świątecznych prezentów dla rodziny i w końcu je wysłać do Polski, bo nie wiem jak długo idzie stąd paczka, a chciałabym żeby raczej tam była przede mną. Branoc ;)
poniedziałek, 12 listopada 2012
cold
No i w końcu dopadło i mnie przeziębienie. Ale to była kwestia czasu. Teraz, czekam aż pojawi się mój największy wróg w okresie przeziębienia czyli opryszczka wargowa potocznie zwana 'zimnem'. Od rana chodzę z maścią w kieszeni żeby zaatakować dziada, kiedy zacznie się pojawiać. Nienawidzę tego, pojawia się w najmniej odpowiednim momencie, zwłaszcza kiedy miałam jakieś ważne wydarzenie, aż dziw że nie towarzyszyło mi TO w czasie studniówki. Także w sumie dziś nie robiłam nic. Byłam tylko z małym cały dzień bo moja HM miała coś ważnego do załatwienie i nie było opcji, żeby wzięła małego ze sobą. Ale za to jutro będę mogła się porządnie wyspać. Tsa co ja w ogóle pisze. Ja to jestem jakaś dziwna, nie mogę długo spać, mimo że czasami naprawdę jestem zmęczona. Ale to moja wina, bo siedzę przy kompie do 2, i rano katuje się kawą i potem takie są tego skutki.
A z innej beczki, widziałam już reklamę coca-coli w telewizji, i to taką starą która pamiętam z dzieciństwa jeszcze. Taka mała się poczułam. Ogólnie święta tutaj pełną parą. Dekoracje na ulicach, w sklepach w centrach handlowych to już istne szaleństwo. A mi się atmosfera świąt już udziela, od czasu kiedy zmieniliśmy czas na zimowy i jest już ciemno po godzinie 4, to ja już mam wrażenie że to już święta.
I dupa blada, polisz girl nie przylatuje od przyczyn od niej nie zależnych. Ludzie są dziwni naprawdę. ;/
No i Pih na dobranoc Pih - nigdy jak niewolnik, zawsze jak król
A i typ co mnie rozbawił dzisiaj rano do łez Samara Morgan
A z innej beczki, widziałam już reklamę coca-coli w telewizji, i to taką starą która pamiętam z dzieciństwa jeszcze. Taka mała się poczułam. Ogólnie święta tutaj pełną parą. Dekoracje na ulicach, w sklepach w centrach handlowych to już istne szaleństwo. A mi się atmosfera świąt już udziela, od czasu kiedy zmieniliśmy czas na zimowy i jest już ciemno po godzinie 4, to ja już mam wrażenie że to już święta.
I dupa blada, polisz girl nie przylatuje od przyczyn od niej nie zależnych. Ludzie są dziwni naprawdę. ;/
No i Pih na dobranoc Pih - nigdy jak niewolnik, zawsze jak król
A i typ co mnie rozbawił dzisiaj rano do łez Samara Morgan
pih
Dzisiaj bardzo krótko. Spędziłam super popołudnie z Anett. Bardzo ją lubię, mogę z nią porozmawiać o wszystkim. O wszystkim. Byłyśmy w Watford- stadard: McDonald---> Primark---> New Look ---> Yates. Nie kupiłam nic, bo z kasą krucho a poza tym, nie mam jakiejś specjalnej potrzeby żeby coś kupić.
No i oczywiście moja najlepsiejsza polisz gerl przylatuje jutro do Londynu i już nie mogę się doczekać piątku - wybieramy się na premiere Breaking Down Part 2. Tak jestem fanatyczką. I nie ma opcji, żeby tego nie zobaczyć.
I co do tematu, Pih - jak dla mnie najlepszy raper ever. Każda piosenka wywołuje u mnie ciary, nie zależnie ile razy jej słucham. Kawałek na dziś Pih- Czarny Kruk
Branoc ;)
No i oczywiście moja najlepsiejsza polisz gerl przylatuje jutro do Londynu i już nie mogę się doczekać piątku - wybieramy się na premiere Breaking Down Part 2. Tak jestem fanatyczką. I nie ma opcji, żeby tego nie zobaczyć.
I co do tematu, Pih - jak dla mnie najlepszy raper ever. Każda piosenka wywołuje u mnie ciary, nie zależnie ile razy jej słucham. Kawałek na dziś Pih- Czarny Kruk
Branoc ;)
niedziela, 11 listopada 2012
westfield
Pfff, ostatnio mam jakieś ciche dni. Nie wiem to chyba przez tą pogodę i dodatkowo ciągle jestem niewyspana. Chodzę spać zbyt późno i potem takie są tego skutki. W tym tygodniu stuknęło mi 5 miesięcy tutaj. Czas zasuwa niesamowicie szybko. Dni mijają mi bardzo szybko. Czasem myślę, że zbyt szybko. Za 3 miesiące skończy się moje nastolatkowanie. Będe miała już 20 lat. Heloo, dopiero co biegałam jak oszalała z przyjaciółmi i nie miałam żadnych zmartwień. Pierwszy dzień w szkole, potem gimnazjum, liceum, studniówka, matura i pff najważniejsza decyzja w moim życiu. Istne szaleństwo. 6 grudnia stuknie mi właśnie pół roku tutaj. I wiem co w związku z tym zrobić:) A mianowicie zrobię sobię 'dziarę'. Wiem już co chcę, jak i gdzie. Ale na razie, nie będę o tym pisać. Przyjdzie na to czas.
Co to ja chciałam napisać? Hmm, a no tak już wiem. Jako, że wczoraj był piątek a ja miałam dosyć pracowity tydzień, to wyskoczyłam z Anett do Watford. Bardzo lubię to miejsce. Wszystko w jednym miejscu, jak natrafisz na takiego gościa (nie wiem jak to się profesjonalnie nazywa) co nagabuje ludzi do danego klubu, możesz wbić tam za darmo albo za pół darmo, albo jakieś inne promocje na drinki za pół ceny. Tylko, że potem przy barze okazuje się, że promocja nie obejmuje tego co ty akurat chcesz mimo, że na plakacie jest co innego. No cóż, to sie nazywa chyba marketing albo cuś w ten deseń. No ale tym sposobem, odwiedziłyśmy chyba z 5 różnych klubów. I znowu się przybłąkał gościu z aparatem. No niestety na większości zdjęć wyglądam jakbym miała jakąś deformacje twarzy albo po prostu drobny ubytek na umyśle. A oni te wszystkie 'fantastyczne' zdjęcia wrzucają na fejsa na fanpejdża. No niestety. Ale mimo wszystko zabawa była przednia. I co najważniejsze znalazłam w końcu, dzięki Anett oczywiście piosenkę, która mnie prześladowała od samego początku, kiedy pierwszy raz odwiedziłam angielską dyskoteke. Nie ma bata, żeby ktoś kto jest aktualnie na parkiecie kiedy puszczają tą piosenkę, jej nie znał. Ja próbowałam chyba wszystkiego, wpisywałam w wyszukiwarkę słowa i nic. Jak się potem okazało, nawet jedno słowo które ja myślałam e w tej piosence występuje nie zgadzało się z oryginałem. Haha, tak mój angielski jest perfecto. No ale nic. W końcu ją mam. I gwałce przycisk replay na You Tube. A najlepsze było to, że jak powiedziałam Anett, ze szukam jednej takiej piosenki, co mi nie daje spokoju to okazało się,że ona jakiejś szuka. I koniec końców, gadałyśmy o tej samej piosence, nie mając o tym zielonego pojęcia. Wróciłyśy do domu ostatnim autobusem, bo Anett pracowała dzisiaj rano a ja się umówiłam z dziewczynami na zakupy w Westfield. Przeogromne centrum handlowe. Trzecie co do wielkości w Wielkiej Brytani. Miazga poprostu, wszystko pod ręką i na sam koniec nie masz zupełnie siły od łażenia po wszystkich sklepach. Tak więc, słuchawki na uszy, autobus, który w połowie drogi zaczął się palić, to już drugi raz jak mi się to przytrafiło. Także kawałek na stacje darłam z buta. Nie lubię, jeździć metrem siedzenia na przeciwko siebie, i wkurzająca baba co się patrzyła na mnie conajmniej jakbym kogoś zabiła. Brrrr. No ale nic, Maja i Maria się spóźniły conajmniej godzine bo jakieś problemy z metrem. Więc ja przymarzłam do ławki na przystanku. Ale miałam free Wi-Fii z centrum handlowego także nie było tak źle. Nie wiem, czy to pech czy szczęście ale trafiłyśmy w Westfield na dzień kiedy to siostry Kardashian wprowadzały swoją kolekcje ubrań do Dorothy Perkins i z tej okazji zawitały do shopping centre. Ludzie oszaleli na ich punkcie, Masa ludzi, krzyk jak na koncercie. Próbowałyśmy na wszystkie możliwe sposoby chociaż przez chwile je zobaczyć, nie ma takiej opcji. Zbyt dużo człowieków. Dałyśmy sobie spokój i poszłyśmy do Burger Kinga coś wszamać. Ogólnie bardzo udany dzień, zakupiłam w końcu cieplejszą kurtkę, mimo że trochę przekroczyłam moje założenia budżetowe. Ale nie mogłam jaj zostawić w sklepie, po prostu nie mogłam. I muszę powiedzieć, żę bershka, mimo że stosunkowo drogi sklep. To jednak mój ulubiony. Jako jedyny gdzie jak wejdę mam ochotę kupić absolutnie wszystko. Dlatego akurat tej kurtki nie mogłam zostawić. Zdjęć praktycznie nie mam żadnych z dzisiaj bo, jestem koza i nie naładowałam baterii w aparacie. I jak wracałam do domu, to mój telefon tez padł i nie mogłam słuchać muzyki. I tak mi się strasznie dłużyło w metrze. Myślałam że usnę. Ale dotrwałam. I potem chwila relaksu z komputerem i babystitting. A teraz już jestem po. I padam na twarz dosłownie.
Serani- No Games A to piosenka:)
Co to ja chciałam napisać? Hmm, a no tak już wiem. Jako, że wczoraj był piątek a ja miałam dosyć pracowity tydzień, to wyskoczyłam z Anett do Watford. Bardzo lubię to miejsce. Wszystko w jednym miejscu, jak natrafisz na takiego gościa (nie wiem jak to się profesjonalnie nazywa) co nagabuje ludzi do danego klubu, możesz wbić tam za darmo albo za pół darmo, albo jakieś inne promocje na drinki za pół ceny. Tylko, że potem przy barze okazuje się, że promocja nie obejmuje tego co ty akurat chcesz mimo, że na plakacie jest co innego. No cóż, to sie nazywa chyba marketing albo cuś w ten deseń. No ale tym sposobem, odwiedziłyśmy chyba z 5 różnych klubów. I znowu się przybłąkał gościu z aparatem. No niestety na większości zdjęć wyglądam jakbym miała jakąś deformacje twarzy albo po prostu drobny ubytek na umyśle. A oni te wszystkie 'fantastyczne' zdjęcia wrzucają na fejsa na fanpejdża. No niestety. Ale mimo wszystko zabawa była przednia. I co najważniejsze znalazłam w końcu, dzięki Anett oczywiście piosenkę, która mnie prześladowała od samego początku, kiedy pierwszy raz odwiedziłam angielską dyskoteke. Nie ma bata, żeby ktoś kto jest aktualnie na parkiecie kiedy puszczają tą piosenkę, jej nie znał. Ja próbowałam chyba wszystkiego, wpisywałam w wyszukiwarkę słowa i nic. Jak się potem okazało, nawet jedno słowo które ja myślałam e w tej piosence występuje nie zgadzało się z oryginałem. Haha, tak mój angielski jest perfecto. No ale nic. W końcu ją mam. I gwałce przycisk replay na You Tube. A najlepsze było to, że jak powiedziałam Anett, ze szukam jednej takiej piosenki, co mi nie daje spokoju to okazało się,że ona jakiejś szuka. I koniec końców, gadałyśmy o tej samej piosence, nie mając o tym zielonego pojęcia. Wróciłyśy do domu ostatnim autobusem, bo Anett pracowała dzisiaj rano a ja się umówiłam z dziewczynami na zakupy w Westfield. Przeogromne centrum handlowe. Trzecie co do wielkości w Wielkiej Brytani. Miazga poprostu, wszystko pod ręką i na sam koniec nie masz zupełnie siły od łażenia po wszystkich sklepach. Tak więc, słuchawki na uszy, autobus, który w połowie drogi zaczął się palić, to już drugi raz jak mi się to przytrafiło. Także kawałek na stacje darłam z buta. Nie lubię, jeździć metrem siedzenia na przeciwko siebie, i wkurzająca baba co się patrzyła na mnie conajmniej jakbym kogoś zabiła. Brrrr. No ale nic, Maja i Maria się spóźniły conajmniej godzine bo jakieś problemy z metrem. Więc ja przymarzłam do ławki na przystanku. Ale miałam free Wi-Fii z centrum handlowego także nie było tak źle. Nie wiem, czy to pech czy szczęście ale trafiłyśmy w Westfield na dzień kiedy to siostry Kardashian wprowadzały swoją kolekcje ubrań do Dorothy Perkins i z tej okazji zawitały do shopping centre. Ludzie oszaleli na ich punkcie, Masa ludzi, krzyk jak na koncercie. Próbowałyśmy na wszystkie możliwe sposoby chociaż przez chwile je zobaczyć, nie ma takiej opcji. Zbyt dużo człowieków. Dałyśmy sobie spokój i poszłyśmy do Burger Kinga coś wszamać. Ogólnie bardzo udany dzień, zakupiłam w końcu cieplejszą kurtkę, mimo że trochę przekroczyłam moje założenia budżetowe. Ale nie mogłam jaj zostawić w sklepie, po prostu nie mogłam. I muszę powiedzieć, żę bershka, mimo że stosunkowo drogi sklep. To jednak mój ulubiony. Jako jedyny gdzie jak wejdę mam ochotę kupić absolutnie wszystko. Dlatego akurat tej kurtki nie mogłam zostawić. Zdjęć praktycznie nie mam żadnych z dzisiaj bo, jestem koza i nie naładowałam baterii w aparacie. I jak wracałam do domu, to mój telefon tez padł i nie mogłam słuchać muzyki. I tak mi się strasznie dłużyło w metrze. Myślałam że usnę. Ale dotrwałam. I potem chwila relaksu z komputerem i babystitting. A teraz już jestem po. I padam na twarz dosłownie.
Serani- No Games A to piosenka:)
| Taki drobny tłum, chcący koniecznie zobaczyć siostry Kardashian. |
czwartek, 8 listopada 2012
Lolololondon
Tak, trochę mnie długo tu nie było. A to dlatego, że miałam dość
intensywny tydzień. W zeszły czwartek i piątek byłam z małym w soft
play. Było bardzo tłoczno, bo dzieciaki miały przerwę w szkole. To
wszyscy uderzyli w soft play. Udało mi się przeżyć, choć nie powiem nie
było to łatwe. Byłam totalnie padnięta. A i zapomniałabym. Wspominałam,
że jakoś nie jarają nie sukienki jakiś czas temu. No i w sumie to się
nie zmieniło. Ale, jako że Marisa truła mi cztery litery na wypad do
Londynu do clubu, to chcąc nie chcąc kupiłam sukienkę. Weszłam z Zaciem
do Primarku. Pokręciłam się przy dziale z sukienkami. A wybór był
przeogromny i szczerze muszę powiedzieć, że niektóre były naprawdę
prześliczne. To znalazłam w końcu, czarną sukienkę z tiulu z
asymetrycznym zakończeniem. Nawet jej nie przymierzałam. Nienawidzę tego
robić. Przymierzam tylko buty no i kurtki. Reszta leci na oko. Poszłam
do kasy, zapłaciłam. I przymierzyłam dopiero wieczorem jak miałam już
wychodzić. I muszę powiedzieć, że była jak ze mnie zdjęta. A i zwróciłam
ta bluzkę, której zdjęcie zamieściłam w poprzednim poście. To było w
sumie do przewidzenia. Oczywiście jak to zwykle ja, byłam spóźniona. Na
przystanek biegłam. Dobrze, że wzięłam ze sobą trampki. Bo inaczej mój
bieg, zakończyłby się glebą. Z Marisą spotkałyśmy się w Edgware.
Ztamtąd metro do Cental London. Mało tego, ze byłyśmy spóźnione to
jeszcze się zagadałyśmy i przegapiłyśmy naszą stacje. Trzeba było
wracać. Dotarłyśmy. Picadylly Cicus. Niezależnie od pory dnia i nocy
masa człowieków. Spotkałyśmy się tam z 4 dziewczynami. Dwie z nich
znałam już wcześniej. A dwie były 'nowe'. No to że ja chciałam być miła,
to się przedstawiłam pierwsza, bo one jakoś nie były zbytnio
zainteresowane. No ale trudno. Przedstawiłam się, wyciągam do laski
rekę, a ona mi na to in inglisz nie mogę Ci podać ręki bo bardzo mi
zimno, i muszę je trzymać w kieszeni. Heee? Super. Bardzo mi miło nie ma
co. Laska od tego momentu dla mnie nie istniała. Powiedziałam tylko ok,
i odeszłam. Choć, w sumie miałam ochotę jej dowalić no ale ok. Szkoda
zachodu. Znalazłyśmy w miarę tani club. Znaczy tylko wstęp był tani, bo
ceny drinków z kosmosu dosłownie. Chciałyśmy z Marisą wbić do Tesco w
celu zakupienia co nie co, ale miły pan poinformował nas, że ten dział
po 23 jest nie czynny. Ok, więc kupiłyśmy sobie rogaliki z czekoladą na
pocieszenie. Wróciłyśmy do clubu. Nasza koleżanka, Bicz - taki otrzymała
nic po tym co odwalała na parkiecie. Rozumiem, ze można tańczyć sexi i
wogóle. Ale to nie był porno- club. Ona chyba była innego zdania. Nie
wnikam. Jej sprawa. Muzyka była świetna, najlepsza. Ogólnie impreza była
całkiem, całkiem. Jedna piosenka, którą już słyszałam w kilku miejscach
nie daje mi spokoju, ale nie mogę jej znaleźć, bo znam tylko trzy
słowa. Rozkminię ją jutro w Watford. Od jednego super przemiłego
chłopaka dowiedziałam się, ze wyglądam jak Inglisz Gerl. Także, nie
wiedziałam czy się cieszyć czy obrazić. Bo wszystkie angielskie
dziewczyny wyglądają tak samą. Takie same fryzury, ubrania i makijaż.
Toćka w toćke. Po 3 zabawa się skończyła. Jako, że moje nogi były na
skali wytrzymałości bólu, zmieniłam je na trampki. Od razu poczułam się
lepiej. Wyszłyśmy z dziewczynami co tu robić? Nocne autobusy są, ale
jak potem dostać się do domu. Pierwszy autobus do Bushey 5:05. Nasze
rumuńskie koleżanki sprowadziły jakichś bogatych biznesmenów, w sumie to
nie wiem w jakim celu. No ale po nich można spodziewać się
wszystkiego. Chciałyśmy z Marisą pójść do Maca 24h, ale dziewczyny
rzucały fochami na prawo i lewą. I skończyło się to tak, że poszłyśmy
samę. A że nie mogłysmy go znaleźć, poszłyśmy na przystanek na Oxford
Street na autobus do Edgware. Po drodzę minęłyśmy, w sumie golusieńkich
chlopaków, biegających beztrosko po chodniku przy temperaturze prawie
minusowej, tak jak ich Pan Bóg stworzył. Darmowa atrakcja. Czekałyśmy
dobre pół godziny na autobus. W końcu przyjechał. Pomijając fakt, że w
środku było jeszcze bardziej zimno niż na zewnątrz, udało nam się być na
miejscu 15 minut przed piątą. W domu byłam o 6 bodajże. Zrobiłam sobię
gorącą herbatę i wzięłam gorący prysznic. Sprawdziłam fejsa, tak jestem
uzależniona. I zasnęłam. Wstalam przed 12 i otem wybrałam sie do Watford
do centrum kontynuować moje świąteczne zakupy dla rodzinki. Po powrocie
babysitting także nic ciekawego. A w niedzielę rano, byłam umówiona z
hiszpańskimi Au pairs do Londynu. Dzień nam minął bardzo miło. Poznałam
mnóstwo innych spanish au pair. Ale, nie mam już weny żeby o tym pisać.
Dorzucam focisze.
| Moje hiszpanki i ja |
| Tedddyyy |
| Donutss |
| Hot Chocolate <3 |
| Uwielbiam stare samochody, jeszcze bardziej mnie zachwycają tutaj, na tle londyńskich budynków. |
| Marisa & Sofia & Ja |
| Mimo, że jestem tutaj od 5 miesięcy Londyn nie przestaje mnie zaskakiwać swoim urokiem <3 |
| Londyn jest gotowy na święta, ja w sumie też. Czekam na Winter Wonderland w Hyde Parku i na święta w Polsce. |
| No nie dało, się nie wstąpić chociaż na minutkę :) |
| I gorąca herbatka po powrocie, z cytrynką. |
Subskrybuj:
Posty (Atom)







