
Tak, trochę mnie długo tu nie było. A to dlatego, że miałam dość
intensywny tydzień. W zeszły czwartek i piątek byłam z małym w soft
play. Było bardzo tłoczno, bo dzieciaki miały przerwę w szkole. To
wszyscy uderzyli w soft play. Udało mi się przeżyć, choć nie powiem nie
było to łatwe. Byłam totalnie padnięta. A i zapomniałabym. Wspominałam,
że jakoś nie jarają nie sukienki jakiś czas temu. No i w sumie to się
nie zmieniło. Ale, jako że Marisa truła mi cztery litery na wypad do
Londynu do clubu, to chcąc nie chcąc kupiłam sukienkę. Weszłam z Zaciem
do Primarku. Pokręciłam się przy dziale z sukienkami. A wybór był
przeogromny i szczerze muszę powiedzieć, że niektóre były naprawdę
prześliczne. To znalazłam w końcu, czarną sukienkę z tiulu z
asymetrycznym zakończeniem. Nawet jej nie przymierzałam. Nienawidzę tego
robić. Przymierzam tylko buty no i kurtki. Reszta leci na oko. Poszłam
do kasy, zapłaciłam. I przymierzyłam dopiero wieczorem jak miałam już
wychodzić. I muszę powiedzieć, że była jak ze mnie zdjęta. A i zwróciłam
ta bluzkę, której zdjęcie zamieściłam w poprzednim poście. To było w
sumie do przewidzenia. Oczywiście jak to zwykle ja, byłam spóźniona. Na
przystanek biegłam. Dobrze, że wzięłam ze sobą trampki. Bo inaczej mój
bieg, zakończyłby się glebą. Z Marisą spotkałyśmy się w Edgware.
Ztamtąd metro do Cental London. Mało tego, ze byłyśmy spóźnione to
jeszcze się zagadałyśmy i przegapiłyśmy naszą stacje. Trzeba było
wracać. Dotarłyśmy. Picadylly Cicus. Niezależnie od pory dnia i nocy
masa człowieków. Spotkałyśmy się tam z 4 dziewczynami. Dwie z nich
znałam już wcześniej. A dwie były 'nowe'. No to że ja chciałam być miła,
to się przedstawiłam pierwsza, bo one jakoś nie były zbytnio
zainteresowane. No ale trudno. Przedstawiłam się, wyciągam do laski
rekę, a ona mi na to in inglisz nie mogę Ci podać ręki bo bardzo mi
zimno, i muszę je trzymać w kieszeni. Heee? Super. Bardzo mi miło nie ma
co. Laska od tego momentu dla mnie nie istniała. Powiedziałam tylko ok,
i odeszłam. Choć, w sumie miałam ochotę jej dowalić no ale ok. Szkoda
zachodu. Znalazłyśmy w miarę tani club. Znaczy tylko wstęp był tani, bo
ceny drinków z kosmosu dosłownie. Chciałyśmy z Marisą wbić do Tesco w
celu zakupienia co nie co, ale miły pan poinformował nas, że ten dział
po 23 jest nie czynny. Ok, więc kupiłyśmy sobie rogaliki z czekoladą na
pocieszenie. Wróciłyśmy do clubu. Nasza koleżanka, Bicz - taki otrzymała
nic po tym co odwalała na parkiecie. Rozumiem, ze można tańczyć sexi i
wogóle. Ale to nie był porno- club. Ona chyba była innego zdania. Nie
wnikam. Jej sprawa. Muzyka była świetna, najlepsza. Ogólnie impreza była
całkiem, całkiem. Jedna piosenka, którą już słyszałam w kilku miejscach
nie daje mi spokoju, ale nie mogę jej znaleźć, bo znam tylko trzy
słowa. Rozkminię ją jutro w Watford. Od jednego super przemiłego
chłopaka dowiedziałam się, ze wyglądam jak Inglisz Gerl. Także, nie
wiedziałam czy się cieszyć czy obrazić. Bo wszystkie angielskie
dziewczyny wyglądają tak samą. Takie same fryzury, ubrania i makijaż.
Toćka w toćke. Po 3 zabawa się skończyła. Jako, że moje nogi były na
skali wytrzymałości bólu, zmieniłam je na trampki. Od razu poczułam się
lepiej. Wyszłyśmy z dziewczynami co tu robić? Nocne autobusy są, ale
jak potem dostać się do domu. Pierwszy autobus do Bushey 5:05. Nasze
rumuńskie koleżanki sprowadziły jakichś bogatych biznesmenów, w sumie to
nie wiem w jakim celu. No ale po nich można spodziewać się
wszystkiego. Chciałyśmy z Marisą pójść do Maca 24h, ale dziewczyny
rzucały fochami na prawo i lewą. I skończyło się to tak, że poszłyśmy
samę. A że nie mogłysmy go znaleźć, poszłyśmy na przystanek na Oxford
Street na autobus do Edgware. Po drodzę minęłyśmy, w sumie golusieńkich
chlopaków, biegających beztrosko po chodniku przy temperaturze prawie
minusowej, tak jak ich Pan Bóg stworzył. Darmowa atrakcja. Czekałyśmy
dobre pół godziny na autobus. W końcu przyjechał. Pomijając fakt, że w
środku było jeszcze bardziej zimno niż na zewnątrz, udało nam się być na
miejscu 15 minut przed piątą. W domu byłam o 6 bodajże. Zrobiłam sobię
gorącą herbatę i wzięłam gorący prysznic. Sprawdziłam fejsa, tak jestem
uzależniona. I zasnęłam. Wstalam przed 12 i otem wybrałam sie do Watford
do centrum kontynuować moje świąteczne zakupy dla rodzinki. Po powrocie
babysitting także nic ciekawego. A w niedzielę rano, byłam umówiona z
hiszpańskimi Au pairs do Londynu. Dzień nam minął bardzo miło. Poznałam
mnóstwo innych spanish au pair. Ale, nie mam już weny żeby o tym pisać.
Dorzucam focisze.


 |
| Moje hiszpanki i ja |
 |
| Tedddyyy |
 |
| Donutss |
 |
| Hot Chocolate <3 |
 |
| Uwielbiam stare samochody, jeszcze bardziej mnie zachwycają tutaj, na tle londyńskich budynków. |
 |
| Marisa & Sofia & Ja |
 |
| Mimo, że jestem tutaj od 5 miesięcy Londyn nie przestaje mnie zaskakiwać swoim urokiem <3 |
 |
| Londyn jest gotowy na święta, ja w sumie też. Czekam na Winter Wonderland w Hyde Parku i na święta w Polsce. |
 |
| No nie dało, się nie wstąpić chociaż na minutkę :) |
 |
| I gorąca herbatka po powrocie, z cytrynką. |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz