środa, 31 października 2012

harlequin & bus

   Dziś Halloween, ja uznałam że jak na 365 dni w roku ciągłego straszenia siebie rano w lustrze i moich znajomych, zostanę dzisiaj w domu i obejrzę jakiś straszny film. Wyboru zbytniego nie ma, jest tylko 'Szósty zmysł', który widziałam już kilkanaście razy.Także, szału nie ma. Dziś nie wydarzyło się nic szczególnego. Zaczęłam dziś o 10 jak zazwyczaj, Zac ciągle gorączkuje, jest jak zupełnie inne dziecko. Mam nadzieję, że jutro już bd z nim lepiej. Ja od tego ciągłego siedzenia w domu od poniedziałku, już dostawałam świra. Codziennie gdzieś wychodziłam z małym to już mi, że tak powiem weszło w krew. Dzisiaj  większość dnia się nudziłam. Host mum musiała jechać do lekarza i potem coś jeszcze załatwić, Zac spał od 1 do 3 więc tak się snułam po mieszkaniu, szukając jakiegoś zajęcia. Kiedy HM wróciła powiedziała mi żebym, sobie gdzieś wyszła bo od tego siedzenia w domu to pewnie już jestem crazy. Czasem mam wrażenie, że ona potrafi czytać mi w myślach. No to tak wpół do 4, mogłam wyjść. Nawet nic ze sobą nie robiłam, w końcu to helołin. Założyłam kurtkę, słuchawki w uszy i heja. Było dosyć chłodno, ale ja już się przyzwyczaiłam, że tu szału z pogodą nie ma. Doszłam na przystanek, i jak mam słuchawki na uszach, to często się zdarza, że nie słyszę jak autobus podjeżdża, a tutaj jak nie wystawisz ręki przed siebie żeby kierowca widział, to się nie zatrzyma. Na szczęście pani wysiadała, to się akurat odwróciłam i patrze a tu autobus. Hah tylko weź znajdź na szybkiego, Oyster card w mojej torbie. Niemożliwe. Ale udało się. W sumie to nie wiedziałam, gdzie chcę i po co jechać. Ale centrum handlowe w Watford to najlepszy sposób na nudę. A po za tym mogę odwiedzić tu mojego najlepszego przyjaciela. Podczas jazdy pisałam z moją przyjaciólką też operką, tyko ona jest z Hiszpanii. Ale jest głupia i za to ją lubię. I zaproponowała mi wypad w piątek do clubu do Londynu. To ja już sobie wyobrażam jak my z tamtąd wrócimy. Znaczy jak nie wrócimy. W sumie to nie jestem pewna czy chce mi się chce tam jechać. W Londynie clubbing jest stosunkowo drogi, plus droga, plus jakieś drinki. Dlatego nie wiem co zrobić. Bo ja muszę teraz oszczędzać, nie chce jechać do Polski z pustymi rękami. Chyba grzecznie  jej zaproponuje Watford. Tu się dzieją różne dziwne rzeczy i zawsze jest mega fun. I po za tym w razie czego nie daleko do domu. A tam co zrobię. Na taxi zbankrutuje przecież. Cholerka. Powiedziałam, ze to przemyślę jeszcze. Przystanek na przeciwko wejścia do centrum także nie zmarzłam bardziej. Wszyscy tutaj, chodzą na imprezy w sukienkach. W sumie, się nie dziwie bo w Primarku wybór ogromny i można znaleźć naprawdę fajne i nie drogie sukienki. Ja jakoś się nie mogę do nich przekonać. Ostatni raz sukienkę na sobie miałam w lutym na mojej studniówce i to tylko dlatego, że musiałam. Dziś czaiłam się koło sukienek, musiałam pewnie wyglądać dosyć podejrzanie. Raz tu, potem znowu wróciłam, chciałam przymierzać. W końcu jednak zrezygnowałam. Ja się po prostu źle w nich czuje. Ale jak bd miała chwile czasu w sobotę to może coś przymierze. Kupiłam tylko bluzkę z myślą o piątku. Ale jeszcze nie oderwałam metki, bo nie wiem czy dobrze się w niej czuje. Tak wiem jestem dziwna. Mało ludzi było,
co jest dziwnym zjawiskiem i rzadko spotykanym tutaj. Słyszałam tylko Polkę jak się darła na swoje dziecko, szczęśliwa że nikt jej nie rozumie. A tu surprise:)  Poczaiłam się jeszcze chwile, ale w końcu kupiłam. Potem poszłam do wujka Mc'Donalda na gorącą czekoladę i prosto na przystanek. Autobus się spóźniał, a jak już przyjechał to był wypchany po brzegi. Ale udało mi się dostać do środka i stanęłam przy drzwiach bo tylko tam dało się w mairę swobodnie oddychać. Co przystanek coraz więcej ludzi przybywało, a nikt nie wysiadał. I jeszcze ludzie zamiast przemieszczać się bardziej do środka do autobusu to się ściskali koło kierowcy i przy schodach na górę. A środek cały pusty. No ale ok. Co kto lubi. Kilka przystanków dalej Pani za mną zwolniła miejsce, ale pomyślałam ze ja zaraz wychodzę to nawet nie opłaca mi się siadać. Pan z przodu obczaił że jest wolne to omało ludzi po drodze nie poprzewracał, żeby się tam dostać i jak siadał to mnie z łokcia pociągnął, że myślałam że tam zemrę. I w cale nie wyglądało mi to na przypadek. Wręcz przeciwnie. Byłam zła jak nie wiem. I może trochę po chamsku ale stanęłąm mu specjalnie na buta po chwili. Nie będzie mnie kurde chłop z łokcia ściągał. Na szczęście akurat to był mój przystanek. Spojrzałam na pana, uśmiechnęłam się i wyszłam. Po drodze padła mi bateria w telefonie i nie mogłam już słuchać muzyki. A jak nie słucham, to jakoś mi się ta droga dłuży. Ale dotarłam do ciepłego domku. Zrobiłam sobię herbatkę miętową. Którą od czasu kiedy tu jestem uwielbiam. I obejrzałam The Bing Bang Theory. Potem dostałam sesemesa od HM że obiad gotowy i ,że mogę przyjść kiedy chce. Odpisałam że dziekuję i że za niedługo przyjdę. Włączyłam komputer i nagle zrobiłam się, strasznie senna i po prostu zasnęlam z twarzą na komputerze. obudziło mnie pukanie do drzwi. Moja HM przyniosła mi obiad i przyszedł również Zac, już nie wyglądał na chorego. Od razu wskoczył na moje łożko, żeby się dostać do laptopa. Trochę mi głupio kiedy ona mi przynosi obiad do pokoju. Dziwnie się wtedy czuje. Ale ona powiedziała, że mam się nie przejmować. Podziękowałam jej i pożegnałam se z Zakiem. No i potem zaczęłam tu pisać, ale nie bardzo mi to szło bo pisałam z moją siostrą i przyjacielem  i jednym okiem oglądałam 'Szósty Zmysł'. No i w sumie to by było na tyle. Jutro zaczynam o 10 znowu. Ciesze się, że mamy przerwę w nauce bo bym musiała wstać przed 8. A jakoś mi się to nie uśmiecha. 

 
mój dzisiejszy łup :)





I książka, którą kupiłam już jakiś czas temu z zamiarem przeczytania, ale nie mogę się jakoś do tego zabrać. Przeczytałam tylko pierwszą stronę i nawet wciągnęła mnie, tyle że musiałam wracać do Zaca.

Branoc xxx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz