niedziela, 14 października 2012

from the beginning....

Tsaaa, nad założeniem bloga zastanawiałam się już od ponad 4 miesięcy kiedy to zaczęłam moje operkowanie w Angli. No ale cóż, a to mi się nie chciało, a to zmieniałam zdanie ok 1000 razy. No ale w końcu jest. Zobaczymy jak to będzie z jego prowadzeniem. Nie mam zdolności do pisania, także cudów tutaj nie będzie. Nie wiem czy ktoś będzie zainteresowany czytaniem moich wypocin, ale ja chciałabym mieć jakąś pamiątke, żeby to potem wnukom pokazać i powspominać trochę na starość.

A więc, od początku, Mam na imię Karolina mam 19 lat i od ponad 4 miesięcy jestem Au Pair w Anglii, w małym miasteczku w pólnocnym Londynie - Bushey Heath :) Jestem Au Pair z przypadku. Nigdy wcześniej nie słyszałam o czymś takim jak au pair. O programie dowiedziałam się od mojej koleżanki, która również chciała być au pair, na początku bardziej niż ja. Miałam obawy, daleko od domu, bez rodziny, przyjaciół u obcych ludzi. Ale w końcu się zdecydowałam, i potem już wszystko działo się bardzo szybko. Pierwsza rozmowa z potencjalną rodzinką, stres i jest! Bilet, łzy mamy i siostry na lotnisku, pierwszy lot samolotem i 6.06.2012 r. moja noga stanęła na wyspach, na lotnisku w  Luton. Szczerze odetchnęłam z ulgą, kiedy opuściłam pokład samolotu. A potem znowu stres, gdzie moja walizka;) Ale udało się, poszło nawet gładko.Tak, tylko potem weź znajdź człowieka który cię zabierze do hostfamily. Znalazłam, gościu z kartką z moim imieniem i nazwiskiem. Pierwsza reakcja, śmiech, nie wiem dlaczego. Gościu coś do mnie nawija a ja zielona, kumałam co trzecie słowo. Banan na pysku i 'yes'. Nie pamiętam już czy powiedziałam coś jeszcze poza tym. Ok, jakoś przetrwałam, najgorsze miało dopiero nadejść. Poszliśmy do jego auta, on pakował moją walizkę do bagażnika i powiedział do mnie żebym wsiadła do auta, ok nie ma sprawy pomyślałam i dawaj otwieram drzwi a tu szok. Kierownica. Gościu patrzy na manie jak na niedorozwinętą. Ja oczywiście burak na twarzy, i jakoś wybełkotałam, ze u nas mamy kierownice z drugiej strony. I jakoś udało mi się to przetrwać. Potem spotkanie z host mum i Zakiem. Wszystko super nie mogłam chyba trafić lepiej. Świetni ludzie, bardzo mili i pomocni w każdej sprawie.

Tutaj zaczęłam wszystko od samego początku, z zupełnie czystą kartą. I mogę ją zapisać tak jak tylko zapragnę. W Polsce nie miałam takiej szansy, życie w małej miejscowości, gdzie wszyscy wiedzą o tobie więcej niż ty sama. Należałam do osób nieśmiałych, bardzo nieśmiałych. Piszę w czasie przeszłym, bo teraz już tak nie jest. Nabrałam pewności siebie, i teraz nie ma dla mnie rzeczy nie możliwych. To był wielki krok do przodu, początek. Gdyby ktoś powiedział mi rok temu, że bd w tym miejscu gdzie teraz jestem, nie uwierzyłabym. A tu proszę. Mogę powiedzieć, że się usamodzielniłam. Lubie swoją niezależność. Mieszkam sama, mam swój domek pokój i łazienkę. Dobrze mi tu. Oczywiście, że tęsknie za rodziną, przyjaciółmi. Ale potrzebowałam zmiany, moje życie nigdy nie było specjalnie usłane różami, toteż tutaj dopiero odżyłam. W ciągu tych 4 miesięcy poznałam bardzo wielu świetnych ludzi z całego świata. Zobaczyłam to c do tej pory mogłam podziwiać tylko poprzez monitor. Byłam w Hiszpanii z moją host family. Mam w planach odwiedzić Szkocję i Irlandię ze znajomymi. Poważnie wiąże moją przyszłość z Anglią, nie chodzi tu o operkowanie bo nie można być au pair przez całe życie. Myślę o studiowaniu tutaj jakiegoś ciekawego kierunku. Rozpoczęłam kurs w pobliskim collegu, żeby potem było mi łatwiej dostać się na uniwersytet. Czuje, że właśnie tutaj jest moje miejsce.

Baj de wej, kilka fociszów.


#london














# room





# spain












To tyle tak na początek :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz