Tsaa, lęcę jak burza z postami. Ok, więc dziś zbytnio się nie napracowałam. Lepiej dla mnie oczywiście. W sumie to ode mnie zależy jak bd wyglądał każdy kolejny dzień. Nie mam żadnego grafiku czy coś, nie lubię jak mi się coś narzuca. Dlatego bardzo się cieszę, bo mam wolną ręke. Zac poprostu musi się, że tak powiem wyszaleć. Jestem tego samego zdania, bo jak na niespełna dwulatka jest wyjątkowo aktywnym dzieckiem. Ale od początku.
Jak już wspominałam, chodzę do pobliskiego collegu w Stanmore na kurs angielskiego 'Grammar and Vocabulary', bo moja gramatyka ciągle kuleje. Na zeszłotygodniowych zajęciach dostaliśmy kserówki do zrobienia. No i ja przypomniałam sobie o tym dopiero wczoraj po północy. I moja pierwsza myśl 'E tam, spisze się jutro od kogoś' - haha przyzwyczajenia z liceum. Ale nie było znowu takie trudne, to coś udało mi się skrobnąć. I przez to dziś rano, kompletnie nie miałam ochoty ruszyć się z cieplutkiego łóżeczka, czułam że pole grawitacyjne wzrosło na nim kilkakrotnie. Ale w końcu jakimś cudem udało mi się z niego zwlec. Wzięłam prysznic i poczułam się lepiej. Jako, że prostuje włosy od hoho i jeszcze trochę, kiedy ich ne wyprostuje wyglądam jakbym nigdy na oczy fryzjera nie widziała. A pech chciał, że moja zasłużona prostownica odmówiła posłuszeństwa jakiś czas temu, a ja byłam zdesperowana żeby jej użyć, w piątek wieczorem to postanowiłam zabawić się w elektryka. I udało się, tu się użyło taśmy izolacyjnej, musiałam ją wspomóc gumką do włosów bo coś tam nie łączyło. I proszę bardzo, przez jakiś miesiąc działała bez większych zarzutów. Aż do dzisiaj. Dzisiaj po prostu zaczęła się palić żywym ogniem. Wystraszyłam się bo mam czujnik przeciwpożarowy w pokoju i jakiś czas temu robiłam sobie tosty i trochę za bardzo je spiekłam i zaczęło mi pikać, i od tego czasu robiłam sobie tosty w łazience. A wracając do prostownicy, to wylądowała w koszu i teraz rozglądam się za nową. Zrobiłam coś niecoś z włosami także mogłam jakoś pokazać się na ulicy. Dotarłam do collegu, i to była chyba najnudniejsza lekcja w moim życiu. Moja obecna nauczycielka przypomina mi moją byłą nauczycielkę ze szkoły. Czasem odnoszę wrażenie, że ona sama nie wie co do nas mówi. Ziewałam dosłownie co dwie minuty, a poza tym bardzo trudno mi się było skoncentrować na zadaniach, kiedy za oknem błąkała się masa aszerów (czyt. osobniki płci męskiej z wyglądu i ubioru przypominający Ushera lub Chrisa Browna). I weź tu popraw swój angielski. Jakimś cudem, minęły mi te dwie godziny i mogłam wrócić do domu. Po drodze dorwałąm latte z Cafe Nero, i wróciałam do domu. Porozmawiałam chwilę z moją host mum i potem zabrałam Zaca do soft play w Watford. Uwielbiam to miejsce. Czasem odnoszę wrażenie, że bardziej się cieszę niż on. Zjeżdżalnie, baseny z piłeczkami. Istne szaleństwo. Po 2-3 godzinach mały jest padnięty i śpi jakieś 2 godziny. A ja jestem free. I szczerze mówiąc nie traktuje tego jak pracy, Zac jest dla mnie jak młodszy brat. Oni tez traktują mnie jak członka rodziny. Dzis moja host mum, powiedziała znowu, że bardzo się cieszy że to akurat ja jestem ich Au Pair ;))
#focisze
1# moje materiały na kurs
2# wczoraj moja host mum dała mi elektroniczną ramkę na zdjęcia ;) ot tak, poprostu.
3# vip karta do Parents Paradise ;)
4# Jako, że święta niedługo a ja spędze je w Polsce powoli zaczynam kolekcjonować prezenty dla rodzinki. Mam zamiar wysłać im paczke i zabronić otwierania do mojego przyjazdu. Bo nie zamierzam tachać ze sobą ogronej walziki i pacić za nią ok 60 funtów w każdą strone. Mam nadzieję, że bagaż podręczny mi wystarczy;)
A teraz dobranoc;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz