Po wyjściu z kina, miałyśmy jakąś godzinę do przyjazdu autobusu powrotnego. A swoją drogą, kino nie jest wcale w centrum miasta, jest na uboczu i autobusy kursują tam co 40-60 minut. Pech chciał, że padało. Przystanek be zadaszenia. My bez parasolki, przestałam jej używać od czasu gdy moje 3 poprzednie po jednym użyciu w czasie angielskiej pogody, zepsuły się. Wbrew pozorom ludzie rzadko kiedy, używają parasolek. Częściej widuje ludzi w płaszczach przeciwdeszczowych. Bardziej praktyczne. Ale wracając do sedna. Znalazłyśmy z Mają przejście pod autostradą. Dosyć długi tunel, niezbyt przyjazny widok. Ale przynajmniej nie padało nam na głowę. Maja przygotowała dla nas prowizoryczne miejsce do siedzenia. Zjadłyśmy jej kanapke;) Czułyśmy się trochę jak lumpy. Minęło nas kilkoro ludzi. A jeden starszy pan z wnuczkiem zapytał nas czy wszystko w porządku. Pewnie myślał, że jesteśmy pijane albo coś. W sumie mogło to tak wyglądać bo Maja siedziała w dosyć dziwnej pozycji na ziemi a ja stałam nad nią i śmiałam się jak debil. Wytłumaczyłyśmy panu, że tylko chciałyśmy przeczekać deszcz. Pan się uśmiechnął, i życzył nam powodzenia. Posiedziałyśmy chwile i poszłyśmy na przystanek. Czekałyśmy jeszcze jakiś czas, ale w końcu przyjechał. Potem wybrałyśmy się do pubu na piwo w Watford w Yates. Najlepszy bub i nawet tanie piwo. Co mnie zaskoczyło to 2 małe dziewczynki w strojach typowo halloweenowych z pomalowanymi twarzami chodziły po pubie i zbierały pieniądze. Byłam zaskoczona, kiedy dziewczynka podeszła do nas powiedziałam jej, że nie mamy żadnych słodyczy. Ona powiedziała, że to nic bo ona zbiera pieniądze O.o Ok. Stwierdziłyśmy z Mają, że jesteśmy staroświeckie. Ale wrzuciłyśmy małej drobne do wiaderka. Swoją drogą, ja bym swojemu dziecku nie pozwoliła biegać po pubach i prosić o pieniądze. Potem wróciłysmy do domu, bo Maja miała dosyć długą drogę do domu.
W poniedziałek zaczęłam o 9. Moja host mum miała nagranie w studio i musiała wyjść wcześniej. Mały poprzedniego dnia trochę gorączkował.Także w razie czego miałam mu tylko podać paracetamol albo ibuprofen. Wszystko było super. Około godziny 12 zmierzyłam mu temperaturę, było ponad 37. Dałam mu leki na obniżenie temperatury. Ciągle siedział mi na kolanach i nie miał zbytnio ochoty na zabawę. Włączyłam mu jego ulubiony film i oglądaliśmy razem. W końcu biedny zasnął. Zmierzyłam mu temperaturę kolejny raz. Było już 38. Ale pomyślałam, że musi trochę minąć zanim lek zacznie działać. Właczyłam mu klimatyzacje i zeszłam na dół. Około 2 obudził się z płaczem. Był bardzo rozpalony. Zmierzyłam mu temperaturę. Było 39. Nie wiedziałam co robić. Mały ciągle płakał. Chciałam go wsiąść do wanny, do chłodnej wody, żeby jakoś obniżyć temperature. Ale Zac, za bardzo płakał. Zadzwoniłam do host mum, nie odbierała/ Potem do host dad. Znowu to samo. Wpadłam w panikę. Zastanawiałam się gdzie jeszcze mogę zadzwonić. Po chwili, hd oddzwonił. Jakimś cudem udało mi się mu powiedzieć o co chodzi. I powiedział, że już jedzie. Po chwili był w domu. Ja już prawie płakałam. No bo w sumie jak się zachować, ja się nim opiekuję. I tysiące myśli co bd. Masakra. Hd powiedział mi, żebym się nie denerwowała. Że dobrze zrobiłam, że do niego zadzwoniłam. I że wszystko bd dobrze. Ubraliśmy go szybko i wzięliśmy do lekarza. Okazało się, że mały ma zapalenie ucha i gardła, no i jest przeziębiony. Dostał antybiotyk. Mimo, że jak już wracaliśmy to czuł się trochę lepiej, ja nadal byłam zestresowana i przejęta. Hd powiedział mi ' Chill out Karli, he ll be fine'. Łatwo powiedzieć. Wróciliśmy do domu, Zac dostał kolejną porcje leków. I powoli wracał do siebie. Potem wróciła Hm, Hd musiał wracać do pracy. Zac był już ok, biegał i szalał jak zwykle. Moja HM zapytała mnie jak ja się czuje, to jak jej opowiadałam o i jak po kolei to jak to zwykle ja, trochę się pobeczałam. Powiedziała mi, żebym się tak nie przejmowała, że wszystko jest ok. I jeszcze zanim to wszystko się wydarzyło kupiła dla mnie w sklepie, Grześki. Muszę, przyznać że trafiłam na świetną rodzinkę bez dwóch zdań. Dzień uważam za najgorszy podczas mojego pobytu tutaj. Mały ciągle jeszcze gorączkuje, ale już nie tak jak w poniedziałek.
__Do__napisania_!!
Maja & ja :)
Mój portfel, w końcu znalazłam dokładnie taki jak chciałam. Primark
:D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz