poniedziałek, 11 listopada 2013

Last 2 weeks & InstaMix !

Witajcie, jest niedziela i na dworze zimno jak nie wiem. Tylko 2 stopnie. Zima idzie chyba. Kurcze jestem zła na siebie, że nie piszę tak często jak bym chciała. Ale nie chodzi nawet o to że nie mam czasu, bo mam ale po prostu jakoś mi się nie chce, bo w sumie to nie dzieje się ostatnio zbyt dużo w moim życiu a nie chce pisać o jakiś duperelach. No to z takich ważniejszych rzeczy to zakupiłam już jakiś czas temu bilet do domu na święta, nawet nie wiem czy nie wspominałam czasem. No to mam bilety na 16 grudnia chyba o 8 wylatuje z Luton i ląduje w Katowicach. Mam nadzieję że uda mi się złapać autobus na dworzec i z tamtąd pociąg do Kielc, bo z tego co się zorientowałam to jest tylko 1 i jak dobrze pójdzie to będę miała jakieś 20 minut na zakup biletu i dotarcie na peron. Fingers crossed ! Wracam zaraz po świętach 27 ale może i nawet lepiej. 
Udało mi się zmienić grupę w collegu, dzięki hostce oczywiście i jest o niebo lepiej, super nauczycielka i znajomi z zeszłego roku. Bardzo się cieszę bo długo bym w poprzedniej grupie nie wytzrymała.
W zeszły piątek nie poszłam nigdzie, postanowiłam zostać w domu i obejrzeć 'Pearl Harbor' aż grzech się przyznać że oglądałam go pierwszy raz. Film świetny wywarł na mnie ogromne wrażenie, przez większość filmu płakałam jak debilka. Hmm w sobotę w dzień wybrałam się do Watford na szybkie i małe zakupy, bo wieczorem była impreza urodzinowa siostry hostki w Brent Crossie w restauracji Hosta. Byłam tam z małym, ubiegałam się za nim jak na maratonie jakimś ból głowy, głośna muzyka i wszyscy w koło w szampańskich nastrojach. uhhh! to nie był najlepszy dzień w moim życiu. I mieliśmy tam zostać tylko do czasu aż mały będzie zmęczony, no ale trzymał się dzielnie do końca imprezy na moje nieszczęście i zasnął w samochodzie trzymając mnie za rękę, co wynagrodziło mi wszystkie złości z tego wieczoru. W niedzielę spałam do południa, i koło 3 pojechałam do Londynu spotkać się z Sari, poszłyśmy najpierw na obiad a potem do Blues & Jazz Bar. Nigdy nie przypuszczałam, że tak przypadnie i do gustu to miejsce plus muzyka na żywo i poznany wcześniej dźwiękowiec. Haha! (...) W domu byłam koło 9, plus zapomniałam parasola więc przemokłam do suchej nitki. No i tydzień minął mi w miarę spokojnie, byłam z małym w Parents Paradise, bo hostka wyprawiała lunch urodzinowy dla siostry i musieliśmy się zmyć z domu na kilka godzin. W czwartek wybraliśmy się na Willow Farm z Zakiem, świetnie miejsce gdyby nie to, że było strasznie zimno. Ale daliśmy z małym radę. Karmiliśmy kozy, konie, świnki i krowy. Tyle, że mały wpadł w szał kiedy już musieliśmy wyjść, bo niestety żeby wyjść z tamtąd trzeba przejść przez sklep z zabawkami i pamiątkami i to nie był w strzał w dziesiątke. Płakał dopóki nie zasnął w samochodzie. W piątek wyskoczyłam na kolacje z Veroniką do Watford, do Wetherspoon. Lubię to miejsce i mam wtyki u ochroniarzy i mogę rozmawiać z nimi nieco po polsku, bo tu wszyscy jakieś podstawy znają :) W końcu język polski tutaj  w Anglii jest na drugim miejscu jako najczęściej używany. W sobotę spotkałam się z Sari w Watford, ma biedulka problemy znowu. Zastanawiam się jaki jest limit krzywd przypadający na każdego człowieka, bo ona ten limit przewyższyła już kilka razy. Mam nadzieję że w końcu wyjdzie na prostą. A dziś miałam się zobaczyć z Olą, ale niestety plany się pozmieniały i pojechałam do Borehamwood do Moniki na kawę i pogaduchy. Przystanek mam pod samym domem, i do miasta tylko 15 minut ale autobusy jeżdżą dość rzadko i zazwyczaj z dużym opóźnieniem plus że to autobus podmiejski i moja karta już tam nie działa. Spędziłysmy miło czas, na pogaduchach, pochodziłyśmy trochę po sklepach i koło 7 zbierałam się do domu. Autobus powienien być o 7;35 ale oczywiście się spóźnił plus jak stałam na przystanku, to jak zwykle słucham muzyki także nie wiem co się dzieje dookoła, zimno jak diabli tylko 3 stopnie i nagle czuję że coś mi łazi po stopie patrze a tu kuźwa SZCZUR, najprawdziwszy, najbardziej obrzydliwy EVER! Uhhhh! Darłam się jak opętana na tym przystanku, dobrze że nikogo tam nie było. Prawie zawału dostałam ! Plus mój autobus nie przyjechał. Musiałam jechać na około najpierw do Edgware, i potem autobusem na Bushey. Prawie zamarzłam i teraz mnie boli głowa. Wrrrr! Ale oglądam sobie znowu Kogel-Mogel. Najlepszy polski film jaki widziałam. Nie ważne który raz to oglądam zawsze śmieszy tak samo. Albo nawet i coraz bardziej. Jak sobie pomyślę, że jutro poniedziałek to mi się wszystkiego odechciewa. Echh! Nie mam, żadnych zdjęć bo nie taszczę ze sobą wszędzie aparatu, tyle co w telefonie na Instagramie to może tu wrzucę kilka.
Jeszce tylko 13 dni i zobaczę mój ukochany zespół  30STM <3 na żywo. Już nie mogę się doczekać plus muszę ich gdzieś dorwać przed koncertem z Moniką mam nadzieję że uda mi się ich jakoś namierzyć. Nie żebym była jakąś psycho fanką, ale grzechem było by bawet nie spróbować zobaczyć ich z bliska albo jakimś cudem zrobić sobie z nimi zdjęcie. Achhh ! Chyba bym zawału dostała. :D No zobaczymy :)






















Plus mam fioła na punkcie Enrique Iglesiasa teraz, tak sobie przypominałam stare hity ;)

  
Miłego i spokojnego tygodnia !

1 komentarz:

  1. Heja ! Ja mam bardzo podobny, o ile nie ten sam naszyjnik co na ostatnim zdjęciu (H&M mój ;p).
    Dobre posty , rób notatki i dodawaj nowe. :))

    OdpowiedzUsuń