piątek, 12 kwietnia 2013

weekend

Hejo, ostatni weekend zaliczam do naprawdę udanych;) Jakoś w czwartek napisała do mnie Anett i zaproponowała spotkanie w piątek. Zgodziłam się. No i poszłam, był również A i M. Poszliśmy jak zwykle do Yates (już za przeproszeniem rzygam tym miejscem), nic tam nie ma ciekawego. Posiedzieliśmy chwile i zdecydowaliśmy, że idziemy do Rehab. Udało mi się złapać gościa z darmowymi wejściówkami. Ok super, weszliśmy do środka. Pełno wiary. Myślę sb ok, bd zabawa. No i rzeczywiście bawiliśmy się świetnie do czasu. An poszła na fajkę. My wszyscy zostaliśmy w środku. Mija 20 minut, jej ciągle nie ma. Wyszłam na zewnątrz zobaczyć, może się z kimś zagadała. Ale nie było jej nigdzie. Wróciłam do reszty i mówię, że An zniknęła. Zaczęłam do niej dzwonić jak opętana. Poszłam sprawdzić jeszcze do toalety, ale nic. Mówiąc szczerze to martwiłam się o nią. Bo była z deka wstawiona. Wyszliśmy wszyscy, najpierw sprawdziliśmy Mc potem Yates i nic. Dzwoniłam i pisałam do niej przez cały czas. Ale bez jakiegokolwiek odzewu. Po prostu zapadła się pod ziemie. Po jakimś czasie dałam sb spokój bo przeszło mi przez myśl, że najprawdopodobniej pojechała do domu. Już raz tak było, w moje urodziny kiedy bez żadnej wiadomości zostawiła mnie w centrum i pojechała do domu. Odwieźliśmy z A M do domu, i potem on podrzucił mnie do domu. Byłam cholernie wkurzona na nią, i kiedy byliśmy niedaleko domu, szanowna pani wysłąła do niego wiadomość na fejsie, że po fajce poszła coś zjeść i i jakoś tak wróciła do domu. Pfff. Seriously? Bez głupiej wiadomośći, nawet telefonu nie mogla odebrać. Nie pamiętam kiedy byłam tak bardzo zła na kogoś jak wtedy na nią. Napisała mi potem wiadomość że nie wie jak to się stało, ale nawet nie odpisałam. W nosie mam. Nie chcę mi się więcej w to bawić. Co to za zabawa, kiedy ona w każdej chwili może sobie bez słowa gdzieś pójść ot tak. Thank you so much! 
W sobotę wybrałam się na mały shopping na Oxford Street z Mj&Ma. Pogoda była przegenialna. Słonko świeciło i było bardzo cieplutko. Upolowałam kilka naprawdę świetnych rzeczy  na przecenie $)
















Niestety musiałam się zbierać do domu koło 17 bo miałam babysitting.

W niedzielę wybrałam się z Mj do Camden Town. Uwielbiam to miejsce. Jest takie jakieś wyjątkowe. Ludzie są tu inni. Każdy wygląda inaczej i jest orginalny na swój sposób. Nikt nie przejmuje się tym co pomyślą sb o nim inni ludzie i to czyni to miejsce unikatowym i specjalnym. Przynajmniej dla mnie. Zrobiłyśmy sobie z Mają tatuaże henną. Miało się trzymać 2 tygodnie, a moja jaszczurka jest ledwo co widoczna. No trudno;/  Wybrałyśmy się również na spacer po Regent Park a na koniec wróciłyśmy do Camden na wcześniej planowane polskie grillowane kiełbaski. Ahhh. Niebo w gębie. Potem niestety Mj musiała wracać do domu a ja szłam na koncert kabaretu Neo-Nówka;) Masakra. Uśmiałam się niesamowicie chłopaki na scenie wymiatają. Zobaczyłam moje ulubione skecze, była Wańdzia- mój GURU ;), nie zabrakło bisu czyli Bogu i Lucek oraz szaloni Polacy. Oraz piosenka Romana Żurka o miłości. Zespół koncertujący z kabaretem nosi nazwę Żarówki i chłopaki grają świetnie. Oprawa muzyczna pierwsza klasa. Mój ulubieniec- ciachowaty z akordeonem. Na koniec była jedna wielka rozpierducha na scenie. Wszystko latało, krzesła, dekoracje, ubrania prawie akordeon i gitara. Oraz operatorom z wrażenia spadła kamera. Haha. Dodam, że cały spektakl był nagrywany i zostanie wydany na DVD.Niestety nie mogłam zostać po koncercie, żeby dostać autografy od chłopaków bo kolejka była długa a ja miałam również dłuugą drogę przed sobą do domu. Ale chłopaki obiecali, że jeszcze do nas wrócą;)



















Neo-Nowka







tatoo- faza 1



faza końcowa ;)

ENJOY !

1 komentarz: