poniedziałek, 28 stycznia 2013

shop assistant


W czwartek byłam w Watford, moim głównym celem było kupno kabla do aparatu. Ale oczywiście nigdzie go nie ma. Tylko on-line. Pan pokazał mi ładowarkę do baterii, ale trochę za droga jak na moją kieszeń. Ale jak nie będę miała innego wyjścia to ją kupię. Bo potrzebuję aparat na moje urodziny. To już za tydzień. Matko, ale ten czas zapieprza. Dopiero co nowy rok, już za kilka dni luty. 20 lat. Jak to dziwnie wygląda. Dopiero co się biegało po podwórku i nie przejmowało się niczym. Hmm, no cóż taka kolej rzeczy. Weekend, nie byłam nigdzie słodkie lenistwo, aż do bólu. Znaczy do godziny 3, bo potem z małym. Muszę jutro załatwić college, bo potem już nie będzie czasu. Jutro mam wolne na szczęście. Pojadę do Brent Cross i sprawdzę, może tam mają jakieś kabelki albo z deja tańsze ładowarki. Hmm w czwartek zahaczyłam o kilka sklepów jak już tam byłam, to co mi szkodzi. Kupiłam bluzkę w New Look-u i kremowy blazer w H&M po przecenie za 7 funciaków. Hah na to czekałam. A poza tym, podczas buszowania miedzy ubraniami w H&M, baaardzo miły i przystojny z resztą chłopak, pracownik sklepu zapytał czy nie potrzebuję czasami shop assistance :)  I uśmiechnął się tak, że o mało nie wywinęłam orła, bo nie zauważyłam półek z biżuterią. Udało mi się zachować resztki godności i nie przewróciłam się. Podziękowałam mu bardzo serdecznie, ale on nie dawał za wygraną i zapytał czy nie potrzebuję czasem shop assistant na resztę dnia. Hmmm spaliłam buraka jak zwykle zresztą, i uśmiechnęłam się do niego. On jeszcze coś tam powiedział, ale już nie dosłyszałam bo byłam zbyt przejęta tym, jak z tamtąd uciec żeby nie widział jak się 'spalam'. Poudawałam, że jeszcze coś tam oglądam. I zwiałam do kasy. Głupia ja, głupia.
Od piątku, napierdziela mnie niesamowicie ząb, no świra już dostaję. I ciągle jakoś nie mam okazji zapytać HM o stomatologa. Jutro też pewnie, nie będzie jak. Wczoraj skończyły mi się tabletki przeciwbólowe, nie mogłam spać, o 3 biegałam po pokoju jak narkoman na głodzie i szukałam jakichś tabletek. Znalazłam tylko no-spę. Hmm dziś już tak nie bolało, ale wieczorem zaczęło i bolii jak cholera. Z całą pewnością stwierdzam, że ból zęba to najgorszy ból EVER. Muszę coś z tym zrobić bo długo tak nie pociągne.
A co do piosenki, to mam ostatnio jazdy na starsze. A ta piosenka, jest niesamowicie uniwersalna, i zawsze wywołuje u mnie płacz. Czego już kompletnie nie potrafię wytłumaczyć.
Z racji, że boli mnie ząb odpuszczam sobie dziś pisanie po angielsku. Zarzucam aż 3 fotki ze spotkania z Polish Au Pairs. Mam nadzieję, że dziewczyny się nie obrażą:)
Branoc;)



Anett- Yates
 xxx

środa, 23 stycznia 2013

english


Coś mi nie idzie pisanie w tym roku. Cieniutko. Po pierwsze problemy z internetem, co i ma swoje dobre strony, mam więcej czasu, zaczęłam czytać książkę, przez mój pokój można przejść bez uprzednio torowania sobie drogi przez hołdy walających się rzeczy po podłodze, rozpoczęłam Projekt X - ale to na razie tajne. I nawet dosyć dobrze mi to idzie. Kolejny plus to to,że chodziłam wcześniej spać bez przeglądania do późna jakich pierdół nic nie wnoszących do mojego życia. I tak mi czas mija. Ten weekend zapowiada się hardcorowo. Moja HM będzie bardzo zajęta i wpadnie mi dużo dodatkowych babysittingów, co oznacza także więcej kasy. Co się dobrze składa, bo czas najwyższy na tatoo. Już wiem co,gdzie i jak. Ale o tym później. Hmm a po za tym jestem zła jak cholera, bo nie mogę nigdzie znaleźć tego głupiego kabelka do aparatu. Moja ostatnia nadzieja to PC World, a jak nie to bd cudowała z kupnem przez internet, oczywiście wcześniej muszę założyć konto w banku. Tak zabieram się za to już ponad 7 miesięcy. Czwartek mam off, ale muszę załatwić collegu, bo skończył się pierwszy semestr i teraz przeniosłam się na zajęcia wieczorowe. Mi się tam bardziej podoba. Bo rano jestem nieogarnięta  nie chce mi się myśleć. Wolę robić wszystko wieczorem. Nie rozumiem również zamieszania z metrem. W niedzielę myślałam, że wyjdę z siebie i nie wrócę. Przymarzłam do ławki na przystanku, w związku z tym, że spadło 7 cm śniegu metro poruszające się na powierzchni ziemi zostało odwołano i podstawili zastępcze autobusy do West Hampsted. Gdzie dostanie się na stacje zabrało mi prawie 2 godziny. Ale dzięki temu poznałam inną Au Pair z Czech. Jest tutaj od tygodnia i trochę trudno nam się było dogadać, bo jeszcze ma problemy z Angielskim. Ale jakoś dogadałyśmy się. Trochę po Polsku, trochę po Czesku- bo co nie co dało się zrozumieć no i po Angielsku. Przekomiczne to było. A w centrum spotkałam się z kolejną Au Pair i bardzo fajnie nam się rozmawiało. Także, może jutro wieczorem jakoś uda mi się spotkać z Anett, bo dawno jej nie widziałam. Wiem, że piszę dosyć chaotycznie i w cztery światy, ale nie chcę mi się tego czytać drugi raz, bo z pewnością wszystko bym musiała zmienić. Jak zwykle.  A i będę się starała również pisać tutaj po angielsku. Po ciągle zjadam literki i przekręcam różne słówka także muszę poćwiczyć. Także 3majcie się cieplutko. <3

I'm going to write here also in English, because I need to practice writing. I couldn't write here recently becuse i had a problems with my computer and Internet didn't work. But thanks of that I had more time to do other things like cleaning or reading. I could also go sleep ealier. I had started a Project X- but it is TOP SECRET now. I'll write about this later. I' l be very busy in this weekend. My HM will be working a lot, so I ll be have to babysit. But it's fine by me because I need money for my tatoo. Because of snow the tube was cancelled, so I had to use buses and it was very long to get to West Hampsted. But thanks of that I met a Au Pair from Czech Republic, she is now in Stanmore- it's not that far from Bushey so we can meet sometimes. When  I finally got to Centran London- of course i was totally late. I met with new au pair my HM friend. Veronika is from Czech Republic also and she is so nice, and I hope to see her again. I'm free on Thurstday, but i have to go to the college and give them my application form for another course. First term just finished and I'm going to take another. Just this time I' ll be attend to evening lessons. 2 times a week for 2 hours. I prefer that. And this course is free so there is nothing to lose. I know that can be here a lot of mistakes, so I'm so sorry about that. Take care. xxxx 

A oto efekt nudy z kamerką internetową O.o


xxxx

czwartek, 17 stycznia 2013

snow

No to troszkę przesadziłam z nieobecnością tutaj. Ale szczerze mówiąc to po 1-sze nie chciało mi się tu nic stukać a po 2-gie mam problemy z netem u mnie w pokoju. O dziwo jakimś cudem złapał zasięg, ale laptop leży w dość dziwnej pozycji na łóżku i boję się go ruszyć, żeby mi się nie rozłączył. I do tego bateria słaba a kabelek tutaj nie dostaje.
Hmm co do ostatniego weekendu. Byłam w piątek z Anett w Watford, i wszystko y było o gdyby nie to, że Anett miała lekki stan depresyjny i wypiła nie co za dużo. Przystawiała się do barmana, ale on wyraźnie zainteresowany nawiązaniem z nią znajomości. Jednym słowem masakra do kwadratu. W sobotę spotkałam się z Polish Au pairs :) Bardzo miło i sympatycznie. Mam nadzieję zobaczyć się z dziewczynami wkrótce. A w niedziele byłam z Mają w Watford na drobnych zakupach, I kurde czekam na ten kabelek do aparatu już prawie dwa tygodnie. No helloł;/ Idę w sobotę popytać w innych sklepach ile można czekać. Co tam jeszcze, aaaa no ta. Jutro wybieram się z Mają zobaczyć show 'We will Rock You' w Domino Theatre w Centrum Londynu. Nie mogę się doczekać żeby to zobaczyć. Dostałam bilety na urodziny od mojej HM. I czuje, że będzie miazga.
A ostatnio sypnęło śniegiem. O ile można to ta nazwać bo śnieg jest tylko na drzewach i nie co ponad 2 centymetrowa warstwa na poboczach dróg i trawnikach. I ogólne przerażenie wśród ludzi. Nawet wyweszono informacje, że z powodu złych warunków pogodowych pociągi i metro może mieć lekkie opóźnienie. Hello -3 to nie jest mróz, a 2 cm śniegu to nie klęska żywiołowa.
A wogóle to nic mi się ostatnio nie chce, chyba się starzeje. W końcu za niecałe trzy tygodnie stuknie mi 2-dziestka. No teeneager anymore ;)Napisze jutro jak wrażenia po musicalu.

3majcie się buźkaaa ;)


wtorek, 8 stycznia 2013

london trip

...nie obiecuj sobie za wiele, jak nie obierasz celu sam stajesz się celem...
Tsaa, powoli tracę wiarę w ludzi. Jak już wspominałam we wcześniejszym blogu w niedziele miałam się wybrać do Camden Town z koleżanką. Wszystko super fajnie, umówiłyśmy się na tą i na tą godzinę. Ok wstałam rano, już gotowa do wyjścia. Patrze Sms- 'join facebook'. Ok, myślę sobie może się spóźni, albo coś. Patrze a tu prosto z mostu 'idę gdzie indziej, z moją najlepszą przyjaciółką. W następnym tygodniu.' - dosłowne tłumaczenie. A i dodam żeby nie było, że widziałyśmy sie kilka razy i nawet zdążyłam ją polubić. No aż do wczoraj. Myślę sobie WTF? I gdyby nie to, że w sobotę mnie namawiała chodźmy gdzieś, chodźmy, to bym machnęłą ręką. Ale to jej zależało bardziej. Sobie pomyślałam, że może być fajnie pokaże jej Camden, bo już byłam tam kilka razy. I nawet nie miałbym pretensji, o to. Ale ani głupie przepraszam, ani pocałuj mnie w d##ę. Już o tym, że może mi zaproponuję żebym się wybrała z nimi nawet nie pomyślałam. O nie koniec dobroci dla zwierząt! No, ale sobie pomyślałam kij ci w oko. Co prawda, nikłe szanse na zorganizowanie sb kogoś do wspólnego zwiedzania, bo niektóre dziewczyny jeszcze ze świąt nie wróciły. No to w akcie desperacji napisałam na fejsie na jednej z grup. Bez większego odzewu. Ale doszłam do wniosku, że szkoda dnia na przesiedzenie w domu z nosem w laptopie. No to wybrałam się sama. Bez większych problemów dotarłam do Camden, słuchawki w uszy  heja. I zaraz na ulicy, zaczepił mnie chłopak. I po miłej wymianie zdań, zaproponował mi przesłuchanie kilku fragmentów swoich piosenek. No i tak mi się spodobały, że płytkę kupiła. Chłopak naprawdę jest dobry i planuje wrócić do studia i nagrywać. Dlatego sprzedaje swoją płytę. Podziwiam takich ludzi, bo nie oszukujmy się komu by się chciało łazić po ulicy i zaczepiać obcych ludzi i wciskać im swoje piosenki. Wielkie propsy dla Davida ;) A wracając do Camden istne cudeńko, ubrania nietuzinkowe i dizajnerskie. Chociaż ceny mogłyby być nieco niższe. No ale oni też muszą z czegoś żyć. Jako, że przeszłam wszystkie stragany wzdłuż i wszerz. Nie miałam już tam co robić. Poszłam na najbliższy przystanek i weszłam do pierwszego lepszego autobusu nie patrząc gdzie jedzie. Myślę sobie co mi szkodzi. I mam ostatni przystanek Westfield - shopping centre. Może to trochę próżnę, ale trochę padało więc ok. A nuż widelec trafię na jakąś perełkę, obleciałam wszystkie sklepy które mnie interesowały. I zwątpiłam. Kobiety są zdolne pobić za jakiś ciuch. Istny szał, szczególnie w Bershce. Szmaty latały pod sufit. Ja nie mam cieprliwości do grzebania w stercie przebranych już ciuchów. Bo teraz zostały już same resztki. Hmm no i szybko mi się znudziło. Ale nie wyszłam z tamtąd z pustymi rekami. Kupiłam top z długim rękawem w H&M w kolorze ciepłego beżu. 50% off. ofkors :) No ale co tu robić, dalej młoda godzina. W autobus i przystanek Notting Hill Gate ;) Kupiłam gorącą czekoladę w Starbucku, obczaiłam co co nie co. W sumie fajne uczucie. Takiej całkowitej niezależności od czasu i wszystkiego. Wszyscy się gdzieś spieszą, gdzieś dzwonią. A ja sobie popylam w słuchawkach i PIH-u na maxa volume! Londyn, wieczór - czego chcieć więcej? A nie no w sumie jest coś. Ale nie bd się nad tym rozwodzić teraz. Koło godziny 7 pomyślałam, że już wystarczy tego łażenia a poza tym, bolały mnie już nogi. Ale jeszcze wysiadłam na Hyde Park Corner. I zahaczyłam poniekąd o Winter Wonderland i potem spacerkiem na Marble Arch. Tyle, że kompletnie zapomniałam, że moja linia metra o Stanmore dziś nie czynna i musiałam się plątać w metrze. Zabrało mi dobrą godzinę, żeby dostać się w końcu do Edgware. No ale udało się i szcęśliwie wróciłam do domu ciągle wierna PIH-owi. A i muszę pochwalić mój telefonik spisał się dzielnie, bateria dała radę do końca:D A i co więcej? A no tak, mam jakieś dziwne sny narkotyczne. Jakieś sanki z nieba lecą albo meteoryty. Stanowczo za dużo 'wirtualnej Polski' i cotygodniowej apokalipsy. 

A i na koniec coś dla ucha 
Truez- Zabierz mnie stąd (2013) - polecam przesłuchać również innych Jego kawałków. I prośba jak się podoba podaj dalej, nic nie tracisz a chłopakowi możesz pomóc w promocji. Enjoy :D

C H E E R S !





niedziela, 6 stycznia 2013

shopping

Dzisiaj króciutko, byłam z Mary w Watford w centrum handlowym. Jako że każda witryna zachęcała wielkim napisem SALE to nie czuje nóg. Ulatałyśmy się jak głupie, byłyśmy chyba w każdym sklepie. Wrzucę kilka zdjęć z zakupów, tyle że jakością nie zachwycają bo bateria w moim aparacie 'zdechła' a kabelek zamówiłam dzisiaj i ma przyjść w ciągu 10 dni do sklepu, dostanę SMS-a z wiadomością, że już jest do odebrania w sklepie- mam tylko mały problem, nie pamiętam jak się ten sklep nazywa. A w końcu udało mi się zgrać piosenki na iPhona- nie radzę sobię z tym telefonem to dla mnie czarna magia. Tylko ciekawe jak długo bo bateria szału nie robi. Zobaczymy jak się sprawdzi jutro. Wybieram się z Mary do Camden Town, mam nadzieję, że pogoda nam dopiszę. Aaa i zapomniałabym, zawsze sobie powtarzam, żeby za cholerę nie przywiązywać się do ludzi bo potem się to źle kończy ale nie ja zawsze Matka Teresa i przejmuję się wszystkimi dookoła. A mianowicie chodzi mi o moją koleżankę która jak miała problemy to wiedziała do kogo pisać, że tu źle, że rodzina zła, żeby jej pomóc znaleźć inną, lepszą. To to, to tamto. I było ok, ja głupia siedziałam i szukałam w necie.  A teraz kiedy wszystko jest ok, nawet na życzenia nie odpisała, a wiem że przeczytała, bo facebook się wycwanił i pokazuje czas kiedy przeczytano wiadomość. A takiego wała. Od zawsze byłam naiwna, ale koniec z tym. Nie dam się więcej nikomu wykorzystywać. :D

 
 Tak mi dzisiaj rano wpadła w ucho i chodziła całyyy dzień.

No to szał zakupów.

 To na pierwszy ogień zapach do domu z Primark-u.



  




 Lakiery do paznokci- Primark


Perfumy Victoria Beckham- Perfume (za pół ceny) ;)


Krem Nivea do rąk - Primark


Skarpetki- Primark

Top- Primark

Jeansy- Primark



I moja ulubiona rzecz bluza - dział męski Primark


I druga bluza- Select (przeczena 50%)


I szaliczek- Primark

Dobranoc!

środa, 2 stycznia 2013

HAPPY NEW YEAR !!!

No to witam w 2013 :D Zanim zrobię małe podsumowanie roku 2012, przybliżę wam trochę jak spędziłam ostatnią noc roku. Plan był taki, że mam iść z ,małym i z hostami na party w ich nowej restauracji, byli oni i ich pracownicy czyli sami Polacy. Jak się potem okazało, typowo Polska impreza. Wszyscy pijani, totalny melanż. Z 30 flaszek wódki zostało bodajże 8. Moja HM była w szoku że nikt po takiej ilości wódki nie kopnął w kalendarz ani nie trafił do szpitala. No ale nie  tym chciałam pisać. Od samego rana źle się czułam, głowa mnie bolała, ale to od pogody. Miałam to samo jak przyleciałam tu w czerwcu. Więc jakoś przeżyłam dzień. HM w celu poprawy humoru zabrała mnie na mały shopping. Dorwałam w New Look-u na wyprzedaży 2 t-shirty. Trochę pomogło, ale nie na długo. Mały zasnął w drodze powrotnej i wstał o 7 więc wiedziałam ze to bd długa noc. Hości złożyli mi życzenia noworoczne i poszli szaleć. Ja też trochę szalałam z Zaciem. Oczywiście w miarę możliwości. Około 10 położyłam go spać, no ale jak to zazwyczaj z nim bywa zasnął 1,5 h później. Ja w tym czasie spędziłam poniekąd Sylwestra z Polsatem on-line. Szał, co sobie bd żałowała. Potem natrafiłam na Project X w TV. Ale nadal nie czaję fenomenu tego filmu, jedyne co było na plus to muzyka. I tyle. Potem mnie wzięło na spanie a o 3 wrócili hości. A tak ogólnie to jestem strasznie zajęta tutaj, bo oni już jutro otwierają restauracje więc, trochę urwanie głowy. Ale HM powiedziała, że bd miała luzy w przyszłym tygodniu. x
A co do roku 2012. Ogólnie muszę napisać że był zajebisty, pomimo pewnych przykrych dla mnie sytuacji był MEGA. A mianowicie super studniówka, zdana matura- jestem zadowolona i lekko zaskoczona wynikami. Ale to na plus. No i najlepsze Anglia. Najlepsze pół roku mojego życia. Poznałam przefantastycznych ludzi, zobaczyłam kawał 'świata'. Leciałam samolotem, chodziłam po plaży w Hiszpanii, podszlifowałam angielski, jestem bardziej otwarta na ludzi, wiem jak ciężka jest praca kelnerki, śpiewałam z ulicznym grajkiem 'Hero' na ulicy, płynęłam Tamizą, biegałam boso o 3 nad ranem po londyńskich ulicach, zgubiłam się 150 metrów od domu. wracałam do domu na piechotę nocą ponad 5 mil bez butów przy temp 5 stopni. Dużo tego, aż japa się śmieje sama.  Ale mam nadzieję, że 2013 będzie równie dobry dla mnie. Pierwsze co planuję zrobić to wybrać się z Anett, jak tylko wróci na jakąś świetną imprezę i wybawić się za spędzonego sylwestra w domu. Kolejna rzecz, tatuaż- też z Anett oraz bungee. Chcę też puścić lampion i wypowiedzieć życzenie. Pojechać do Szkocji i do Paryża. Skończyć kurs. Pójść na studia. Znaleźć pracę. I po prostu być szczęśliwa. Teraz wiem, że jak się czegoś chce to nie ma rzeczy niemożliwych.

 IT'S GONNA BE GREAT YEAR!