Witam, już prawie koniec lutego O.o szok, czas nie zwalnia. Niedługo święta i POLSKA. Czasem mam takie chwile, co prawda bardzo rzadko, ale jednam miewam takowe, że bardzo a to bardzo chciałabym wrócić do domu, do rodziny i przyjaciół. Ale przeglądam portale internetowe z informacjami z kraju. I automatycznie mi przechodzi. Nie chcę siedzieć w domu, na garnuszku rodziców i frustrować się z powodu braku pracy. Mam tylko maturę, i co z tego. Nawet do zamiatania ulic by mnie nikt nie przyjął. A tu spokojnie mam umowę do czerwca. A potem się zobaczy, jeżeli rodzinka bd chciała mnie dłużej zostanę na kolejne 6 miesięcy. Jeśli nie, poszukam już jakiejś 'normalnej' pracy, mieszkania i zacznę żyć na taki prawdziwy, własny rachunek. Wiem, że bd ciężko. Nie ma nic za darmo i kokosy z nieba nie lecą, ale chcieć to móc. Ale dosyć o tym. Ostatni tydzień był stosunkowo spokojny. Nie napracowałam się za dużo. W poprzedni weekend spotkałam się z Izą w Londynie. Urządziłyśmy sobie mały spacer wzdłuż Tamizy, 'zaliczyłyśmy' Big Bena, London Eye- (ale na razie tylko ogądałyśmy London Eye, a nie podziwiałyśmy widoków z niego- poczekam do wiosny kiedy bd lepsza widoczność), Tate Modern, ale tylko na chwilę- znaczy żeby skorzystać z toalety;) Potem Oxford Street i do domu. Miałyśmy się spotkać również wieczorem w Harrow, ale na Metropolitan Line były drobne prace, przez co Iza musiała wracać do domu około 2 godzin. I bez sensu było spędzić pół wieczora w komunikacji miejskiej. A, że ja się nakręciłam na party, Anett niezawodna zawsze gdzieś w sobotę, no to się wybrałam z nimi do Watford. Było super, uśmiałam się jak nigdy. W niedzielę pracowałam. Nic szczególnego nie robiłam z małym, bo nie miałam siły. W poniedziałek miałam dzień wolny a wieczorem babysitting. A jako, że w ciągu tygodnia nie ma z kim się poszlajać bo wszyscy pracują to szlajałam się sama po centrum handlowym. Lepsze to niż kisić się w pokoju. Kupiłam farbę, bo ombre hair w ciągu jednego dnia strasznie mi zbrzydy, w sensie że odwidziało mi się po prostu. I kupiłam farbę, ciemny blond czy coś w ten deseń ale jak zwykle, włosy wychodzą dość ciemne. Poczekam, aż się trochę wypłucze kolor. Kupiłam 2 T-shirty w Primarku po 3 funciaki. I chciałam kupic koszulkę, która całkowicie mnie urzekła. Ale były tylko ogromne rozmiary, także musiałam się wstrzymać. A mianowicie, bluzka z kocim pyszczkiem z ogromnymi niebieskimi oczyskami. Dopadłam ją w innym Primarku. We wtorek byłam wolna do 3, ale nie chciało mi się latać dlatego, zostałam i leniłam się w łożku. Powiem wam, że nic nie robienie jest strasznie męczące. Ale jestem zbyt leniwa, żeby np poskładać ubrania, albo coś w tym stylu. Mnie ochota na sprzątanie nachodzi dopiero wieczorem około godziny 2-3. Wczoraj host wrócił przed 3 do domu, ja miałam babysitting i zamiast iść spać to posprzątałam pokój, zmieniłam pościel, pozmywałam talerze z całego tygodnia i tak mi leciał czas. W środę, ogarnęłam im dom w końcu, aż mi głupio było, ze tyle czasu nie sprzątałam, ale nie miałam kiedy. Potem pojechaliśmy na plac zabaw, ale że piździło jak w kieleckim pojechaliśmy do mamy mojej hostki, gdzie Zac bawił się z kuzynami a ja sobie chillowałam w kuchni z hostką. W czwartek miałam luz, cały dzień dla mnie. Pojechałam do Wood Green- byłam tam wcześniej z Olą i jakoś tak na spontanie wsiadłam w autobus i heja. I tam w Primarku dorwałam kocią bluzkę za pół darmo i bluzkę w H&M też na wyprzedaży. Czasami, fajnie tak samemu sobie połazić, ale tylko czasami. Piątek też wolne- to byłam w Watford- dla zabicia czasu a wieczorem byłam z Anett i Cshengą w klubie Yates i wybawiłam się jak nie wiem. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak się wytańczyłam- do dziś mnie bolą nogi. I trochę mnie przewiało i łupie mnie w szyji. Ale mam nadzieję, że mi przejdzie. W ciągu lutego moje życie towarzyskie tutaj trochę podupadło- nie wiem czy wspominałam, ale moja HM miała trasę koncertową i ja musiałam być z małym. Ale teraz to sobie odbiję bo to już koniec. 4 tygodnie z hakiem i lecę do Polski. Mam nadzieję, że wykorzystam te 8 dni lepiej niż ostatnio. Mam zamiar również spotkać się z Olą w Krakowie. A no i muszę oddać jej sukienkę. Wracam 3 kwietnia i mam nadzieję, że bd już ciepło bo można by w końcu gdzieś wyjść do ludzi z małymi, albo wieczorem po pracy. A już było tak ładnie ponad 10 stopni, a teraz znowu ochłodzenie do -1 lub 2.
Nie wiem czy kiedyś o tym wspominałam, ale jak wchodzę z małym do autobusu to czuję jak 30 par oczu wpatruję się we mnie i w Zaca. Chociaż, nie rozumiem dlaczego przecież tutaj co druga 4 brytyjka w wieku 20-23 ma już dziecko. O.o Ale mi się zawsze chcę z tego śmiać, nie wiem co to za zboczenie.
Ale, żeby nie było tak kolorowo to weekend miałam pracujący- cały. Hostka wyjechała na 2 dni. Wraca dzisaj. Byliśmy z Zac-iem w softplay. I myślałam, że w łeb sobie strzele. Około setka dzieciaków w różnym wieku i bądź mądry i znajdź w tłumie 'swoje' dziecko. A mały jest szybki jak nie wiem to ja się tylko obróciłam, żeby odstawić wózek a jego już nie było. I szukaj wiatru w polu. To jest duża hala z 3 różnymi placami do zabaw plus stoliki dla rodziców i kuchnia. Nie wiedziałam w którą stronę iść. Ale udało się rozpoznałam go po skarpetkach w dużej plastikowej rurze;) No i tak mi zleciało.
We wtorek wieczorem mam pierwsze zajęcia na nowym kursie. Mam nadzieje, że bd ok. Postaram się opisać wrażenia.
Witajcie, o ile ktokolwiek tu jeszcze zagląda. Wiem, wiem pisanie idzie mi ostatnio jak krew z nosa. Ale ostatnio mam dość dużo pracy. Jestem całymi dniami z małym plus babysittingi, także po pierwsze to nie mam za bardzo o czym pisać bo nigdzie nie wychodzę bo nie mam kiedy, ale przynajmniej już praktycznie spłaciłam bilet do Polski, a to najważniejsze. Weekendy też mam pracujące ale tylko teraz w lutym i nie zawsze, że by nie był, że moja HM to tyran jakiś. Nie. Ona po prostu ma dużo koncertów w tym miesiącu, jeździ z zespołem po całej Anglii. Ale tylko do końca lutego. Oczywiście Hostka w miarę możliwości daje mi wolne dni, np w tygodniu środę mam wolną calutką i jutro sobotę również. Także nie jest tak źle i dodatkowa kasa też się przyda. ;)
Ostatnio strasznie się wkręciłam i oglądam 13 Posterunek na You Tube i leje ze śmiechu. Masakra, pamietam jak byłam młodsza to zawsze się czaiłam przy telewizorze, że może jakoś się uda zobaczyć kolejny odcinek, bo mama za bardzo szczęśliwa nie była z tego powodu. Bo w sumie jak się ma 8 czy 9 lat to takie seriale to dobry wybór. No właśnie. No ale czasem się udawało. A teraz, zamiast cos naskrobać na blogu to oglądam po 3-4 odcinki dziennie. Dobrze, że nie muszę wcześnie wstawać.
W zeszłą niedzielę byłam z Anett i jej znajomym, zobaczyć obchody Chińskiego Nowego Roku w China Town w Londynie. Ale zwątpiłam za dużo ludzi, a co najbardziej mnie w tym wszystkim przerażało to rodzice. Kij tam, że pada. Niemowlęta, dzieci w wózkach. Nie ma gdzie palca wepchnąć, a oni sie pchają w tłum. Jak dla mnie to co najmniej chore, mi było trudno wyjść. Ludzie napierali z każdej strony. A dzieciaczki w nosidełkach, na plecach czy na brzuchu. Ale z tego co widzę to tutaj to normalne. Jak naprzykład jakiś czas temu w Watford było bodajże kilka stopni powyżej zera. Mamusia w płaszczu i kozakach a dzieci bez kurtek, w balerinkach i spodniach 3/4 i małe bobo z gołymi nóżkami i bez czapki. Trochę to chore jak dla mnie. No ale co poradzić.
Dziś jak wracałam z małym z przedszkola, niedaleko domu spotkałam gościa przebranego za banana. Myślałam, że się uduszę ze śmiechu. Wyobraź sobie banana, prawie 2 metrowego na ulicy. Starałam się nie śmiać, żeby jakoś przejść koło niego normalnie. Na szczęście podjechał samochód i go zabrał. Aż miałam łzy w oczach. I w sumie to nie wiem czemu tak zareagowałam. Dobrze, że Zac go nie zauważył bo by wołał za nim 'nana' a wtedy ja bym nie wytrzymała. A znowu innym razem spotkałam się z sytuacją, że chłopak przechodził przez pasy robiąc fikołki. Nie wiem czy to nowa moda. Ale zareagowałam podobnie;) No w sumie to by było na tyle. Szału nie ma. Może jutro coś skrobnę albo w niedzielę.
Urodziny mogę zaliczyć do udanych. Nie była to może najlepsza impreza w moim życiu ale było ok. Zdążyliśmy przed 10, więc wstęp był darmowy. Ogólnie klub był ok, muzyka też. Tylko ścisk niemiłosierny, palca się wbić nie dało. Jeszcze do tego odbywał się tam wieczór kawalerski, chłopaki fajnie się wyróżniali spośród tłumu. Wszyscy byli ubrani w białe koszule, czarne krawaty, szelki i szare garnitury. Wyglądali super. I z tego co dało się zauważyć bawili się również, nieźle. Szczególnie pan młody. No ale, w końcu kawalerski. Ogólnie, przemiłą obsługa klubu. Ochroniarze świetni, z jednym się zagadałam na zewnątrz jak czekałam na Michelle. A i wiedziałam, że impreza w dopiero co nowiuteńkich szpilkach to nie był dobry pomysł, no ale co tam. Nie przewróciłam się, a to najważniejsze.Koniec z końców z 8 ludziów zrobiło się 2. Ja i Michelle. Około 2 zdecydowałyśmy, że czas wracać. Ja wzięłam nocny z Oxford Street. Tyle, że po powrocie do Stanmore, musiałam drzeć do Bushey z buta, bo biuro mini cab było nie czynne. Szłam ponad godzinę. Nóg nie czułam. W domu byłam koło 5. No ale kij tam. Przynajmniej 20 urodziny zapamiętam dobrze. Dostałam od przyjaciół drobne prezenty, chociaż nie spodziewałam się żadnych. Maja i Mary zaśpiewały mi 'Happy Birthday' w centrum handlowym. Spaliłam buraka jak zwykle. Od Hostów dostałam piękny bukiet, czekoladki, zestaw do maniciure #3D, trochę kasy- ale poszło na dentystę. I serduszko od Zac-a z kolorowych gumek do włosów. Poniżej zarzucę kilka fotek z prezentami.
Z Moniką i Michelle :)
Wczoraj byłam wyrwać zęba, czyli profesjonalnie zabieg usunięcia 8 nosi nazwę ekstarkcji. Jak usiadłam na fotelu i pani doktor, swoją drogą przemiła kobieta założyła mi taki jakby śliniak to zaczęłam się trzepać jak chory na epilepsje. Dostałam 2 zastrzyki ze znieczuleniem, i 1/4 twarzy mi zdrętwiała. Po 20 minutach pani doktor sprawdziła czy znieczulenie działa. Działało dzięki Bogu. Nie czułam nic ale i tak się trzęsłam. Pani doktor użyła wszystkich narzędzi jakie tylko miała pod ręką, żeby pozbyć się tego skurczybyka. Najpierw jakimiś 'kombinerkami' próbowała go rozruszać na boki, potem takim jakby dłutem. Znowu kombinerkami tylko większymi. I coś tam dłubała. Znowu użyła dłuta czy takiego mini łomu. Aż mnie szczęka bolała tyle, ze po lewej stronie. I zrobiła 3 podejście z kombinerkami i w pewnym momencie pokazała mi moją 8. Aż mi ulżyło. I odetchnęłam z ulgą. Potem upchała mi coś tam do środka, bo dziura była meega wielka i kazała poczekać 10 minut. Moja HM już tam była i też bardzo się przejmowała, chyba nawet bardziej niż ja sama. Ogólnie cała rodzina byłą przejęta moim zębem. Bardzo miło z ich strony. Potem pojechaliśmy do domu i znieczulenie powoli zaczęło puszczać i pojawił się ból, ale miałam silne leki także dałam radę. Tyle, że od wczoraj chodzę głodna, bo dosyć trudno mi jeść cokolwiek. Ale to akurat na plus. Coś mnie zaczyna teraz pobolewać ta dziura. Mam nadzieję, że w miarę szybko się zagoi.
A i sama też zrobiłam sobie prezent na urodziny. Już od jakiegoś czasu, łaziła za mną jeansowa kurtka z River Island. No i w końcu ją mam. I fundnęłam sobie właśnie jeszcze szpilki z New Looka w kolorze nude. A poza tym, chyba w końcu znalazłam odpowiedni szampon dla siebie. Najlepsze jest to, że włosy po nim są jak 'nowe' i do tego długo pachnie. Co rzadko kiedy zdarza się używając innych szmponów.
No i stało się, już nie jestem nastolatką. Stuknęła mi 20. Planuję na jutro małą rozpierduchę w Londynie. Nie wiem jeszcze gdzie pójdziemy, ale na pewno nie będziemy się nudzić. Ale o tym po sobocie:)
Hmm, co się działo w ciągu ostatnich kilku dni? Trochę tego było. W poniedziałek miałam off-a. Załatwiłam College, zaczynam 26 lutego zajęcia będą odbywały się we wtorki i środy od godziny 19 do 21. Wybrałam się również na Brent Cross. Kupiłam w końcu kabelek do aparatu. Troszkę przepłaciłam, no ale trudno. Kupiłam odżywkę do włosów i tusz do rzęs. Planuję poprawić Ombre, ale zobaczymy jak jutro bd z czasem. We wtorek zawitałam do polskiego dentysty, zabuliłam 50 funtów. Ząb do rwania, tak zwany ząb mądrości. Boję się trochę, bo mam złe doświadczenia z dentystą. Pamiętam jak dziś, to było bodajże w 5 klasie, poszłam do dentysty w szkole i pani stwierdziła, że należy zęba wyrwać. No i rwała na żywca, bez znieczulenia bez niczego. Pamiętam jeszcze jak przez okno w gabinecie widziałam zakonnice w klasie na lekcji. To była istna maskara. Mam nadzieję , że tutaj znieczulenie zadziała doskonale. Brałam antybiotyk, bo miałam stan zapalny. Także jutro impreza bardzo kulturalna. ;) Aaaa, no tak kupiłam bilet do domu na święta Wielkanocne. Tym razem lecę w Wizz Air-em. Cieszę się bo limit bagażu 32 kg, zero stresu przy odprawie. Bo ostatnim razem istna maskara z Ryanairem. I jeszcze mnie skosili na 70 funtów przy odprawie on-line. Zdzierstwo.
Mam ostatni fazę na zespół Ich Troję. Pamiętam jak za gówniarza się słuchało. Wszystkie piosenki pamiętam do dziś. Każda wycieczka i wszyscy śiewali 'A wszystko to' albo 'Powiedz'. To były czasy. Aż, się łezka w oku kręci.
Dziś znalazłam w końcu piosenkę której szukałam od jakiegoś czasu, najpierw usłyszałam ją w 'One Tree Hill' a dziś w ' How I met your mother'