Urodziny mogę zaliczyć do udanych. Nie była to może najlepsza impreza w moim życiu ale było ok. Zdążyliśmy przed 10, więc wstęp był darmowy. Ogólnie klub był ok, muzyka też. Tylko ścisk niemiłosierny, palca się wbić nie dało. Jeszcze do tego odbywał się tam wieczór kawalerski, chłopaki fajnie się wyróżniali spośród tłumu. Wszyscy byli ubrani w białe koszule, czarne krawaty, szelki i szare garnitury. Wyglądali super. I z tego co dało się zauważyć bawili się również, nieźle. Szczególnie pan młody. No ale, w końcu kawalerski. Ogólnie, przemiłą obsługa klubu. Ochroniarze świetni, z jednym się zagadałam na zewnątrz jak czekałam na Michelle. A i wiedziałam, że impreza w dopiero co nowiuteńkich szpilkach to nie był dobry pomysł, no ale co tam. Nie przewróciłam się, a to najważniejsze.Koniec z końców z 8 ludziów zrobiło się 2. Ja i Michelle. Około 2 zdecydowałyśmy, że czas wracać. Ja wzięłam nocny z Oxford Street. Tyle, że po powrocie do Stanmore, musiałam drzeć do Bushey z buta, bo biuro mini cab było nie czynne. Szłam ponad godzinę. Nóg nie czułam. W domu byłam koło 5. No ale kij tam. Przynajmniej 20 urodziny zapamiętam dobrze. Dostałam od przyjaciół drobne prezenty, chociaż nie spodziewałam się żadnych. Maja i Mary zaśpiewały mi 'Happy Birthday' w centrum handlowym. Spaliłam buraka jak zwykle. Od Hostów dostałam piękny bukiet, czekoladki, zestaw do maniciure #3D, trochę kasy- ale poszło na dentystę. I serduszko od Zac-a z kolorowych gumek do włosów. Poniżej zarzucę kilka fotek z prezentami.
| Z Moniką i Michelle :) |
Wczoraj byłam wyrwać zęba, czyli profesjonalnie zabieg usunięcia 8 nosi nazwę ekstarkcji. Jak usiadłam na fotelu i pani doktor, swoją drogą przemiła kobieta założyła mi taki jakby śliniak to zaczęłam się trzepać jak chory na epilepsje. Dostałam 2 zastrzyki ze znieczuleniem, i 1/4 twarzy mi zdrętwiała. Po 20 minutach pani doktor sprawdziła czy znieczulenie działa. Działało dzięki Bogu. Nie czułam nic ale i tak się trzęsłam. Pani doktor użyła wszystkich narzędzi jakie tylko miała pod ręką, żeby pozbyć się tego skurczybyka. Najpierw jakimiś 'kombinerkami' próbowała go rozruszać na boki, potem takim jakby dłutem. Znowu kombinerkami tylko większymi. I coś tam dłubała. Znowu użyła dłuta czy takiego mini łomu. Aż mnie szczęka bolała tyle, ze po lewej stronie. I zrobiła 3 podejście z kombinerkami i w pewnym momencie pokazała mi moją 8. Aż mi ulżyło. I odetchnęłam z ulgą. Potem upchała mi coś tam do środka, bo dziura była meega wielka i kazała poczekać 10 minut. Moja HM już tam była i też bardzo się przejmowała, chyba nawet bardziej niż ja sama. Ogólnie cała rodzina byłą przejęta moim zębem. Bardzo miło z ich strony. Potem pojechaliśmy do domu i znieczulenie powoli zaczęło puszczać i pojawił się ból, ale miałam silne leki także dałam radę. Tyle, że od wczoraj chodzę głodna, bo dosyć trudno mi jeść cokolwiek. Ale to akurat na plus. Coś mnie zaczyna teraz pobolewać ta dziura. Mam nadzieję, że w miarę szybko się zagoi.
A i sama też zrobiłam sobie prezent na urodziny. Już od jakiegoś czasu, łaziła za mną jeansowa kurtka z River Island. No i w końcu ją mam. I fundnęłam sobie właśnie jeszcze szpilki z New Looka w kolorze nude. A poza tym, chyba w końcu znalazłam odpowiedni szampon dla siebie. Najlepsze jest to, że włosy po nim są jak 'nowe' i do tego długo pachnie. Co rzadko kiedy zdarza się używając innych szmponów.
| polecam w 200% |
Dobranoc <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz