środa, 3 lipca 2013

Hello after month !

Ułaaa trochę się zapomniałam w pisaniu, może dlatego że trochę mi się nie chcę i za bardzo nie mam kiedy. Z małym ok, czasem pokazuje co potrafi, ale ja też nie daję się bo już dawno y mi wszedł na głowę i ja bym oszalała.
W większości mój wolny czas spędzam z moją soulmate Sari. Mimo że jest między nami 5 lat różnicy rozumiemy się bez słów. I wcale nie czujemy tej różnicy :) A więc jakoś 2 tygodnie temu wybrałyśmy się z Sari i Sonją tam gdzie zwykle to wetherspoon ( swoją drogą zaczyna to być nie co dziwne kiedy ochroniarze znają nas z imienia i nie musimy używać dowdów, to znak że jesteśmy tam stanowczo za często) no to zostałyśmy tam tak mniej więcej do 12 bo już zamykali, Sonja straciła głos nie mogłą nic kompletnie powiedzieć i postanowiła wrócić do domu. My z Sari poszłyśmy do Papparazzi chyba, o ile dobrze pamiętam. No i zostaliśmy do końca, swoją drogą nie rozumiem czemu zamykają kluby o 2:30 to dosyć wcześnie  mi się wydaje no ale ok. Pech chciał, że zaczęło padać, a że my pustaki nie chciałyśmy wracać do domu, sterczałyśmy pod mostem przez około godzinę , potem przestało padać to siadłyśmy na ławce niedaleko Subway-a. A że zapach roznosił się po całej ulicy to zrobiłyśmy się głodne jak cholera. Na szczęście pewien miły chłopak który, nie wiem jak się nazywał zakupił sobie kanapkę i nam ją oddał, w sumie był z deka pijany ale szczęśliwy że pomógł potrzebującym. Po jakimś czasie dosiedli się do nas jacyś kolesie, których imion nie pamiętam, i zaczęli opowiadać jakieś dziwne historie, które kompletnie się nie trzymały kupy ale ok. Było zimno jak cholera i nawet nie wiem, jak to się stało, ze zaczęło świtać i o 5 słońce waliło po oczach niesamowicie, co niestety działało na naszą niekorzyść. Dzięki Bogu nie zasnęłam w autobusie bo bym się obudziła na Brent Crossie ;) W domu byłam o 6, wzięłam prysznic i padłam jak niemowlę. Obudziałam się o 10, w sumie telefon mnie obudził. Wiadomość od Sarii. Planowałyśmy mały shopping ale, że piątek przeciągnął nam się aż do Sobotniego ranka dałyśmy sobie spokój. Zasnęłam znowu. Wstałam o 12 i dostałam wiadomość od Sari czy idziemy coś zjeść w Watford. Oczywiście że tak, Wetherspoon ofkors ;) I tak do wieczora przesiedziałyśmy, bo babysittng.  W niedzielę też widziałąm się z Sari ale już nie w spoon tylko w małej włoskiej knajpce ale koniec końców i tak wyląowałyśmy w spoon. Zrobiłyśmy sobie wieczór pytań. Teraz wiemy o sobie wszystko !  No i potem poniedziałek, w środę znowu się widziałam z Sari. W piątek miałyśmy Girls Night Out. Ale dołączyli do nas D, J i kilku ich znajomych. Posiedzieli chwilę i poszli gdzieś grać w billard chyba, Sonja spassowała i wrócia do domu a my z Sari jak zwykle uderzyłyśmy na parkiet Rehab tym razem, nie wiem czy to dobrze czy źle, ale dołączyli do nas po jakimś czasie D i J. Bawiliśmy się świetnie, do końca. I nie wiem dlaczego później zamiast wrócic normalnie jak ludzie do domu, poszliśmy do Duncana. Mieliśmy się przespać do rana (czyt. 2 godziny) i złapać pierwszy autobus do domu. Hmm w sumie nie wiem dlaczego się zgodziłyśmy D wynajmuje pokój w domu z kilkoma znajomymi i ma jedno 2-osobowe łóżko w pokoju. Hahh Ja, Sari. D J i I. No z czym do ludzi. No ale nic, wbijamy do pokoju, I w łóżku. No nic nie było mowy o spaniu siedzieliśmy na podłodze i słuchaliśmy Backstreet Boys-ów. Pech chciał że Sari pokłóciła się z Duncanem i wyszłyśmy wcześniej. Padało jak cholera. Siedziałysmy do 5 na stacji jak bezdomne na podłodze. Nie miałyśmy siły się ruszyć. Koniec końców Sari wzięła taxi a ja autobus. I nie wiadomo skąd nagle na przystanek przybiegł Duncan. hahah uwielbiam ich po prostu. Nie ma nudy z nimi. Czasem się kłócą ale żyć bez siebie nie mogą. Znowu spałam tylko kilka godzin. W sobotę byłam w Londynie spotkałam się z Moniką i zachaczyłam o kilka wyprzedarzy ;) No i w niedzielę pracowałam to nic specjalnego. W środę widziałam się z Sarii i D w spoon. I w piątek z dziewczynami czyt Sonją i Sari poszłyśmy do restauracji i potem na balety. A i obiecałam sobie, że wrócę wcześniej do domu no i w sumie wróciłam. O 4, z buta  z Watford. Nie żebym sępiła na Taxi, ale 17 funtów na drodze nie leży. W sobotę nie miałam ochoty na robienie czegokolwiek, ale że pogoda była ładna to się przejechałam do Watford. W niedziele byłam w Hyde Parku w celu kompletnego nic nie robienia z Moniką. Relax ! 
No i co więcej, mam w końcu naprawiony rower i mogę śmigać;) Mam nadzieje że nie pomieszam stron i nie bd pruła pod prąd ;)) Dziś w drodze do Brent Cross miałyśmy z hostką małą stłuczkę. Laska nam wjechałą w tył. Bo jakiś palant przed nami nagle zahamował i automatycznie hostka również. Ale dziewczynie za nami się już nie udało. To tylko chwila, sekunda i słyszysz bum i odgłos gniecionej blachy. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Hostka ma rysę na zderzaku a ta dziewczyna ma zrujnowany zderzak, lampę i pogniecioną maskę. Niby takie małe coś ale zawału można dostać. 

Miałam napisąć i zrobić podsumowanie roku. Ale jakoś nie miałam kiedy. Wczoraj stuknęło mi 13 miesięcy w Londynie ;) Hurray!! Nie planuje powrotu do domu, do Polski w najbliższym czasie Po części dlatego, że nie mam jak. Bo jestem bez dowodu. A po drugie to nie chce wracać ;) Dobrze mi tak jak jest. Studia nie zając nie uciekną, a tutaj też są uniwersytety, kursy, szkoły :D











Postaram się pisać częściej i robić więcej zdjęć ;)

 XOXOX

2 komentarze:

  1. Moja ulubiona imprezowa au pair :))

    www.pocztowki-z-uk.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyjeżdżaj to poimprezujemy razem! :D

    OdpowiedzUsuń