Witam po krótkiej przerwie. Moja HM wyjechała w czwartek do Słowenii na festiwal i wróciła w niedziele wieczorem. Więc byłam bardzo zajęta. Czwartek był ok, szybko zleciał. W piątek byłam z małym do 5, bo siostra mojej HM wzięła go do siebie na noc. Także piątek wieczór miałam dla siebie. Wybrałam się z Anett do Watford, bo dawno się nie widziałyśmy. Najpierw byłyśmy w Yates i dostałyśmy nauszniki, śliczne, puchate i czerwone z logo 'Smirnoff'. Przynajmniej było mi ciepło w uszy ja wracałam do domu. Potem czatowałyśmy na ulicy żeby się załapać do klubu za free. No i udało się, i to nawet kilka razy. Więc lajcik. Chłopak od którego dostałyśmy free wejściówki do klubu, kazał nam stanąć w innej kolejce niż pozostali. Podszedł do nas ochroniarz, i zapytał czemu tu stoimy, i czy jesteśmy jakieś wyjątkowe. Haha, spoko gościu, po akcencie poznał, że nie jestem z tąd a jak się dowiedział, że Polska, to się śmiał że bardzo nas tu, Polaków dużo i że to jak nasza 2-ga ojczyzna. No i tak się pokręciłyśmy po kilku klubach, i zdecydowałyśmy się pójść do Mc. Po drodze Anett zauważyła, ulicznego śpiewaka z gitarą i dołączyłyśmy się do niego, bo akurat grał 'Hero' Enrique Iglesiasa, tą piosenkę ubóstwiam, więc nie było opcji. Dołączyło się do nas kilku chłopaków i mieliśmy prawdziwy chór. Potem szybko do Mc i na autobus. Zimno było jak, nie wiem. Ja za ciepło ubrana nie byłam, więc po wyjściu z autobusu ściągnęłam buty i zapieprzałam biegiem do domu w samych skarpetkach. Straszne to było. Ale lepsze to niż wlec się w tych butach do domu ponad 20 minut przy tej temperaturze. Ale, żeby nie było tak pięknie, zimno próbuje mi wyjść. Walczę dzielnie. W sobotę byłam z Olą, w centrum handlowym w Wood Green. Bardzo miło, bardzo fajnie. Pozdrawiam Cię Aleksandro :*. Zdjęć nie ma bo dopiero dziś aparat naładowałam. Ale następnym razem, zrobię z niego pożytek. Kupiłam T-shirt z Primark-a z ciasteczkowym potworem i kolorowe rajstopki dla siostrzyczki. W sumie troche to na wariata było bo wieczorem maiłam babysittng, a dojazd do domu zajmował mi autobusem łącznie około 2 h. Więc szału nie było. Plus miałam 2 chłopkaów do pilnowania, kuzyni Zaca. Urwanie kapelucha. o 8:30 zarządziłam spanie. I jakoś poszło. Ale to 2 sztany + mój chłopiec to mieszanka wybuchowa. Rano zaspałam miałam przyjść o 8, zrobić chłopcom śniadanie. Wstałam 8:30. Tyle dobrego, że nie o 10 bo Host by chyba nerwicy dostał. No ale ok. Jak przyszłam, chłopcy byli w trakcie śniadania. H wyszedł do pracy, a ja zostałam z nimi i mnie jasna krew zalewała. Nie słuchali sie mnie praktycznie wcale, i Zac brał z nich przykład. Nigdy więcej. O 11 przyjechali po chłopców rodzice i dostałam od nich pudełko czekoladek w ramach podziękowania. Jak tylko wyszli, odetchnęłam z ulgą. I byłam wdzięczna losowi, że zajmuje się tylko jednym dzieckiem. Byłam padnięta więc położyliśmy się z Zaciem na materacu w salonie. Miałam nadzieje, że zaśnie ale gdzie tam. Był zmęczony, ale gdzie on tam do spania. Wzięłam go na lunch do restauracji hostów. Jak wróciliśmy położyłam go spać. Ale mi spanie przeszło. Około 10 wróciła moja HM. Więc byłam uradowana jak nigdy. Dziś byłam wolna, po południu poszłam z nimi na lunch, potem mały zasnął, H pojechała na zakupy a ja siedziałam i oglądałam Tv. Dostałam od niej prezent w ramach podziękowań za zajmowanie się małym i chłopakami. Śliczne, zimowe, cieplutkie kapciuszki. Zastanawiałam się nad kupnem podobnych.
Teraz kilka fotek :
| #moje nauszniki, najlepiej prezentują się na moim pluszaku ;*# |
| #słodkości od chłopców# |
| #kapciuszki# |
| #ciasteczkowy potwór# |
Muzyka na dziś : Chris Brown - Don't judge me <3
D O B R A N O C !!!
Jeszcze spodni i bluzy brakuje z ciasteczkowym potworem <3
OdpowiedzUsuń