poniedziałek, 24 grudnia 2012

Poland

A więc od 20 grudnia jestem w Polsce. Nie spałam całą noc. Około godziny 3 nad ranem sprawdziłam ile ważą moje walizki, bo ciągle miałam wrażenie że jest po prostu za ciężka, a nie widziało mi się płacić za nadbagaż. Ale zważyłam sobie na spokojnie bagaże na lotnisku, i załapałam się na 19,1 kg i podręczny 8 kg. A w sumie to nic takiego ze sobą nie wzięłam. No ale wracając do podróży. O godzinie 5 byłam na lotnisku w Stansted, moja host mum zamówiła dla mnie taxi, bo sama nie mogła mnie odwieźć, bo mały na rano do przedszkola. Ale dojechałam. Padało strasznie. Na lotnisku do odprawy pełno Polaków, i typowo polskie zachowanie. Nie będę się rozpisywała, bo po prostu szkoda słów. Lot minął szybko i spokojnie. Na lotnisku w Krakowie byliśmy o 10:15. Potem szybko odbiór walizki i szybko na pociąg na dworzec główny. Było bardzo zimno. Temperatura na minusie około 10 stopni. No ale nic, tacham się z tymi walizkami. Dzięki za kółka w walizce;) I potem około 20 minut czekania na mrozie na pociąg. I dworzec w Krakowie. Ciągle miałam wrażenie że muszę mówić po angielsku, musiałam się pilnować;)  No i około 14 siedziałam w busie na Pińczów. Kierowca był okropny, niemiły i gburowaty. Trochę się przespałam. Ale to było dosyć trudne, bo pewna pani nade mną ciągle sapała,dając mi 'delikatnie' znać, żeby jej ustąpić miejsca. Ale ja bym nie ustała, bo nie spałam wtedy w ogóle. No ale udało się dotrwałam. I u babci zjadłam zupę pomidorową. Nigdy i tak zupa pomidorowa nie smakowała. No i potem dziadziuś odwiózł mnie do domu. I myślałam, że mama przewróci mnie w drzwiach z wrażenia. A Jula nie chciała ode mnie odejść przez przeszło godzinę. Ale ja byłam tak zmęczona, że o godzinie 9 już smacznie spałam. No a potem to totalne lenistwo, nic mi się nie chciało robić. I tak cały piątek i sobota. W niedzielę spotkałam się z moimi oszołomami - co prawda niestety nie wszystkimi ale, było bardzo fajnie. Chociaż krótko. Nadrobimy na pewno. Aaa i dostałam od mojej host rodzinki prezent, biżuterię i śliczną różową piżamkę. A teraz siedzę w domu z familią i piszę w końcu jakiegoś posta.

Życzę wam wszystkiego co najlepsze w tę Święta, w rodzinnym i przyjaznym gronie oraz niesamowitej szampańskiej zabawy i oby ten 2013 rok był jeszcze lepszy niż ten. MERRY XMASS!  XXX

















#gift#


krówka od brata :)



i biżu od host family :D




WESOŁYCH ŚWIĄT XXX


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz