Ja to chyba powinnam zmienić tryb życia na nocny. W ciągu dnia kompletnie nic, ale to nic mi się nie chce. A dziś to już kompletnie. Z racji tego, że wczoraj pracowałam i dziś wieczorem mam babysitting to dostałam offa w ciągu dnia. Budzę się rano, a tu 12. Matko jak nigdy, to chyba mój rekord. Ale jak śpię zbyt długo to potem jestem jeszcze bardziej zmęczona i senna. Resztę dnia spędziłam oglądając głupie filmiki w internecie i kabarety. Plus wkurzało mnie ucho, bo się głupie zatykało i jak potem rozmawiałam z moją HM to musiałam trzymać głowę bokiem żeby słyszeć co do mnie mówi, a że mój HD podłapał newsa że jestem z lekka głucha, to się trochę nabijał. Na przykład gdy moja HM mówiła mi jak coś tam przygotować dla Zaca on mi to powtarzał tyle że bardzo głośno. Haha, uwielbiam tych ludzi. Mega pozytywni i z wielkim poczuciem humoru.
Jako, że piątek mam pracujący to dostałam wolny wieczór w sobotę. A że jakoś ostatnio nie jestem za bardzo w nastroju na łażenie po klubach mam w planach wypad na cały dzień do Londynu. A wieczorem chciałabym pójść do Winter Wonderland-u w Hyde Parku. I tam zaszaleć na łyżwach albo po prostu połazić po świątecznych kiermaszach. Mam tylko nadzieje, że dziewczyny też będą wtedy wolne, bo co to za atrakcja iść tam samej. Chociaż nie powiem, czasami lubię być sama. Słuchawki w uszy i iść tam gdzie mnie nogi poniosą. No ale nie teraz, nie w sobotę. Jak nie wypali, to w ostateczności pójdę gdzieś z Anett do Watfford. Ale to jest opcja ratunkowa. I mam nadzieję, że z niej nie skorzystam.
Hmm, co więcej? A no tak. Wkurzają mnie moje włosy. Już nie mam pomysłu co z nimi zrobić. A już najbardziej to mnie denerwuje moja grzywka. Nie ma sposobu, żeby ją normalnie ułożyć. Jeśli już mi się uda to przez czysty przypadek i do tego tylko na chwile. Bo po wyjściu z domu, szczególnie kiedy pada lub jest wilgotno, moje włosy że tak się wyrażę robią co chcą i wyglądam jakbym się owego dnia w lustrze nie widziała. A dodatkowo, na zdjęciach wyglądam jak bym była nawiedzona. Jedno zdjęcie na kilkanaście można uznać za w miarę możliwe i nadające się do publikacji. A jak jestem, z kimś na zdjęciu to już kompletny odjazd. Ale można z tym żyć, to nie jest choroba.
Święta tuż, tuż i zapowiadany koniec świata za miesiąc O.o. No ciekawe jak to będzie. Swoją drogą jakieś dwa lata temu, miałam ostrą jazdę na ten temat. Czytałam w necie wszystko jak leci, nakręcałam się. Czasem nawet płakałam. Przerażała mnie wizja śmierci. Wiem, że każdy kiedyś umrze. To nieodłączny element naszego życia. No ale nie teraz. Ja mam plany, marzenia. Chcę zobaczyć kawałek świata, pójść na studia, do pracy. Prześladowały mnie jakieś chore sny, apokalipsy, lawy i inne tego typu chore rzeczy. Potem jakoś przerzuciłam się na coś innego i zapomniałam o tym. A teraz 21 grudnia coraz bliżej. I w sumie teraz brzydko mówiąc mam na to konkretnie wyje@#!. Co ma być to będzie. Będzie koniec, no to będzie nie, nie będzie to nie będzie i wszyscy będziemy paprać się dalej w tym syfie. Aż do kolejnych zapowiedzi 'końca świata' przez cudownych proroków, zatrzęsiemy gaciami dzień przed, będziemy żałować za grzechy i tak w kółko. Kurczę trochę się rozpędziłam z tymi moimi filozoficznymi przemyśleniami. Moich hostów ciągle nie ma, Zac śpi, a ja siedzę w salonie i oglądam The Bing Bang Theory.
BAZINGA !!

super, że masz takich fajnych hostów :)
OdpowiedzUsuńhahaha skąd ja znam te problemy z grzywką... też się kiedyś z nią "męczyłam" aż zapuściłam i spokój :) a co do końca świata to mam nadzieję, że jednak będzie nam dane jeszcze trochę pożyć ;) :D
Karla wyglądasz pięknie! Obraź się na grzywkę i zaczesuj ją do tyłu jak na zdjęciu w poprzednim poście-bardzo Ci jest ładnie :) ;*
OdpowiedzUsuń